WIG 20 w połowie drogi....
Etykiety: GPW
Etykiety: GPW
Jak to bywa z każdą czasową modą inwestycyjną, również i szał na nieruchomości ucichł. Natura ludzka jest dość dziwna, ponieważ większość zaczyna angażować się na danym rynku z reguły w okolicach jego szczytu, a nieruchomości nie są przypadkiem odosobnionym. Później okazuje się, że upatrzona inwestycja należy do kategorii złych inwestycji, ponieważ zakupów dokonano po zawyżonych cenach, a sprzedaży po cenach o wiele niższych. Potencjalni amatorzy danej inwestycji szybko się zniechęcają. Po raz kolejny można dojść do wniosku, że problemem nie jest sama inwestycja tylko inwestor.Etykiety: Nieruchomości
Etykiety: GPW
Etykiety: Inwestowanie
Etykiety: Ogólne
Etykiety: GPW
Etykiety: Przekonania
Etykiety: GPW
| Wolę powierzyć pieniądze ekspertom, np.: funduszom inwestycyjnym (14) | 22% | |
| Lubię mieć 100% kontrolę na swoimi finansami (43) | 68% | |
| Część pieniędzy powierzam ekspertom, a część lokuję w banku (5) | 8% | |
| Inną (1) | 2% |
Etykiety: Inwestowanie
Etykiety: GPW
Etykiety: GPW
Etykiety: Ogólne
Etykiety: HYIP
Standardowy serwis monitorujący zawiera ranking programów HYIP posortowanych malejąco według uzyskanej stopy zwrotu od początku danej inwestycji. Konkretny program inwestycyjny może znajdować się w jednym z pięciu stanów: PAYING - zwykle napis w kolorze zielonym informujący o wypłacalności danego programu, WAITING - HYIP czeka na dopływ środków, aby móc zrealizować wypłaty (dobry program zwykle po kilku dniach wraca do stanu PAYING, aby dalej pomnażać zyski), PROBLEM - tutaj zaczyna się niepokój, ponieważ wtedy program ma trudności z pozyskaniem nowych przychodów z inwestycji np.: z giełdy walutowej Forex (wystarczy, żeby na giełdzie walutowej pojawił się krach, co wystarcza do upadku programu HYIP), z pewnością najbardziej nieporządanymi stanami programu są stany NOT PAYING oraz CLOSED (w obu przypadkach możemy pożegnać się z pieniędzmi zarówno zainwestowanymi jak i zarobionymi)
Administrator serwisu monitorującego zarabia na HYIP-ach kilkoma sposobami. Aby program inwestycyjny mógł być wylistowany, administrator serwisu musi wpłacić do programu przynajmniej kwotę minimalną. Od momentu wpłaty liczona jest stopa zwrotu z inwestycji. Zarządzający monitorami zarabiają na prowizjach z zainwestowanych pieniędzy swoich osób poleconych. Popularne programy monitorujące korzystają ze swojej popularności dodają nowe HYIP-y do rankingu po uiszczeniu wpłaty w granicach 20$-50$. Znany monitor HYIPS-ANALYSIS życzy sobie za dodanie nowego programu 30$.
Każdy monitor udostępnia również dodatkowe informacje: tworzy ranking najlepszych/najdłużej istniejących programów, generują wykresy stóp zwrotu, prezentują dane WhoIs oraz średnie czasowe określające istnienie programów danego typu. Monitory HYIP są więc podstawowym źródłem danych o konkretnych programach inwestycyjnych. Z powodu braku HYIP-owej analizy technicznej to właśnie one są najważniejszym narzędziem w tym świecie. Pomimo ważności monitorów w świecie HYIP-ów, każdy z nich jest do pewnego stopnia oszustem.
Zdarzyło mi się inwestować przez jakiś czas w kilka programów HYIP. Jednym z nich był upadły program F2finance. Przez 14 dni otrzymywałem regularne wypłaty, aż tu nagle HYIP zakręcił kurek z kasą. Dziwiło mnie to, gdyż serwis monitorujący oznaczył ten program jako wypłacalny. Wysyłałem maile z prośbą o wyjaśnienie zaistniałej sytuacji, codziennie sprawdzałem monitor i nie dostawałem wypłat. Po około 40 dniach program nagle zniknął z rankingu razem z moimi pieniędzmi (na szczęście nie zainwestowałem dużej sumy). Poszperałem w internecie, aby dowiedzieć się czegoś o fakcie przed jakim zostałem postawiony. Dowiedziałem się, że monitory otrzymują wypłatę mimo, że inni inwestorzy nie. Dany HYIP, płaci takiemu serwisowi, aby ten oznaczył go jako wypłacalny przez cały czas istnienia programu inwestycyjnego. Dlatego też program niepłacący od długiego czasu może być oznaczony jako wypłacalny co będzie wprowadzać w błąd wszystkich inwestujących. W związku z tym zalecam ostrożność w korzystaniu z serwisów monitorujących, a przynajmniej nie bezkrytyczne przyjmowanie ich wskazań. Należy korzystać z monitorów, które istnieją już jakiś czas, aby zmaksymalizować wiarygodność udostępnianych przez nie danych. Poniżej prezentuję kilka naprawdę dobrych monitorów, z których warto korzystać:
Etykiety: HYIP
IKE, czyli Indywidualne Konto Emerytalne jest najzwyklejszym rachunkiem, na którym znajdują się dobrowolnie odprowadzone składki. IKE jest prowadzony w ramach III filaru, do którego można, ale nie trzeba przystępować. Dodam, że II filarem są pracownicze programy emerytalne, do których składki obowiązkowo odprowadzane są przez pracodawcę. To jest znaczna różnica i proszę o tym pamiętać, ponieważ spotkałem osoby, które mylą II filar z III (w obu przypadkach mamy do czynienia ze składkami, co może powodować zamieszanie). Umowę o prowadzenie IKE zawiera się zazwyczaj w młodym wieku i nie myśli się o tym, co będzie za 40 lat. Błąd! Zanim zdecydujesz się czytelniku na podpisanie umowy o prowadzenie IKE koniecznie poznaj zasady funkcjonowania tego konta, gdyż zerwanie umowy w późniejszym czasie może okazać się zbyt kosztowne.IKE tak naprawdę zostało stworzone po to, aby ograniczyć ilość środków, które emeryt może zgromadzić do emerytury (innymi słowy - dziadek z babcią nie mogą być zbyt "bogaci") Dziwne, prawda? Oficjalnie ten wehikuł ma pomóc w przeżywaniu dostatniej emerytury, ale raczej nie pomoże. Z kilku powodów, które można poznać wczytując się w ustawę o IKE.
Powodem numer jeden jest wybór instytucji, z którymi można podpisać umowę o prowadzenie IKE, a są to: fundusze inwestycyjne (OFE), biura maklerskie, ZUS (ubezpieczeniowy fundusz kapitałowy) oraz banki. OFE oraz biura maklerskie konstruują takie strategie inwestycyjne, jeśli chodzi o IKE, że środki zgromadzone na rachunkach są pomnażane wyłącznie podczas hossy. A co z bessą i trendami horyzontalnymi? ZUS nie jest instytucją obdarzoną publicznym zaufaniem, dlatego lepiej porzucić decyzję o podpisywaniu z ZUSem umowy o prowadzenie IKE. Zostają banki, które są bezpieczne jednak ograniczenia wprowadzone przez ustawę o IKE automatycznie eliminują je ze strategii oszczędzania do emerytury. O wiele korzystniejszym rozwiązaniem jest założenie najzwyklejszego konta oszczędnościowego i przechowywanie na nim środków emerytalnych.
Kolejnym, bardzo ważnym z resztą, czynnikiem działającym na niekorzyść IKE są względy podatkowe. Zyski kapitałowe są zwolnione z podatku dochodowego w czasie trwania oszczędzania (wspomniane zwolnienie ma zastosowanie tylko w przypadku oszczędzania na jednym IKE!), co na pierwszy rzut oka jest bardzo dużym plusem. Jednak, co z tego, jeśli po złożeniu wniosku o wypłatę środków, taka informacja wędruje do właściwego dla miejsca zamieszkania oszczędzającego Naczelnika Urzędu Skarbowego. Tak naprawdę podatek dochodowy w przypadku IKE jest tylko odroczony do czasu wypłaty. Urzędy Skarbowe muszą wyjść przecież na "swoje", a środki pochodzące z IKE są bardzo smakowitym kąskiem.
Decydentem bezpośrednio odpowiedzialnym za ograniczenie wielkości środków, które mogą zostać zgromadzone na IKE jest przepis mówiący, że suma wpłat w danym roku kalendarzowym nie może przekroczyć półtorakrotności średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej (wielkość wynagrodzenia publikowana jest w Monitorze Polskim). Przypuśćmy, że średnie wynagrodzenie wynosi 2500 zł. Półtorakrotnością tej sumy będzie kwota 3750 zł. Wynika z tego, że maksymalną kwotą wpłaty w jednym miesiącu może być kwota 312,5 zł. Dla wielu osób jest to i tak wysoki próg, którego prawdopodobnie nie przekroczą, ale co jeśli oszczędzający będzie chciał zgromadzić więcej środków? Niestety nie może, gdyż nadwyżka ponad opisywaną sumę, będzie traktowana jako zwrot, od którego zostanie potrącona odpowiednia prowizja.
Istnieje jeszcze bardzo dużo innych, drobnych niuansów, które znacznie zmniejszają atrakcyjność IKE prawie do zera, a są to: prowizje pobierane za wypłatę, wypłatę transferową oraz zwrot, kary które nakładane są na oszczędzających w przypadku wypowiedzenia umowy w ciągu pierwszych 12 miesięcy oszczędzania, wszelkim transakcjom podlega wyłącznie całość środków zgromadzonych na IKE.
Dla osoby nie zaznajomionej z finansami, najrozsądniejszym rozwiązaniem jest oszczędzanie z wykorzystaniem zwykłych kont oszczędnościowych w banku, na które można wpłacać tyle ile się chce oraz kiedy się chce. IKE prowadzone w ramach banku jest również kontem oszczędnościowym jednak obwarowanym wymienionymi ograniczeniami. Dlaczego więc ludzie decydują się na zakładanie IKE? Chyba tylko dlatego, że środki zgromadzone na kontach emerytalnych są wypłacane do rąk oszczędzającego wyłącznie po osiągnięciu wieku emerytalnego (60 lat) lub osiągnięciu wieku 55 lat i nabyciu uprawnień emerytalnych. Wcześniejsza wypłata jest niemożliwa. Podejrzewam, że jeśli przyszli emeryci gromadziliby pieniądze na zwykłych kontach oszczędnościowych, z biegiem czasu nie potrafiliby oprzeć się pokusie i roztrwoniliby fundusze przeznaczone na zabezpieczenie przyszłości.
Dochodzimy do miejsca, w którym emocje znów przejmują kontrolę nad człowiekiem. Ludzie wolą wybrać choćby minimalne bezpieczeństwo, bez względu na to, do jakiego stopnia jest ono ograniczone niż "ryzykować" swoją przyszłość. Robert Kiyosaki powiedział: "Jeśli nie potrafisz kontrolować swoich emocji, nie potrafisz kontrolować swoich pieniędzy". Czy w takim przypadku oszczędności wypłacane z IKE będą kiedykolwiek bezpieczne?
Etykiety: Finanse osobiste
Początkujący spekulant zazwyczaj stawia pierwsze kroki na rynku kasowym. Nie ma zbyt dużej wiedzy o pochodnych instrumentach finansowych i rynkach, na których takimi instrumentami się obraca. Bardzo często wychodzi się z założenia, że derywaty są wysoce ryzykowne, a bez odpowiednich umiejętności można stracić fortunę. Czy to prawda?Niestety zachowanie spekulantów potwierdza regułę, że każdy wygrać może, ale i tak musi przegrać. Jest to zarazem tytuł artykułu, który pojawił się w lutowym numerze Forbesa. Autor stwierdził, że "dźwignia finansowa wbudowana w kontrakty terminowe kusi inwestorów, którzy marzą o szybkim bogactwie. Najnowsze dane dowodzą jednak, że większość z nich traci pieniądze". Szkoda, że takie mity znajdują niezłą pożywkę wśród wystraszonego tłumu.
Liczby mówią za siebie, to prawda, ale nie można generalizować. To, że większość spekulantów traci nie jest spowodowane niewidocznym fatum, które działa tak, aby zawsze wyjść "na swoje". Takie komentarze przypominają mi trochę zasadę mówiącą, że kasyno zawsze wygrywa choćby gracz starał się ze wszystkich sił. To nie kasyno wygrywa lub rynek, to chciwość i brak cierpliwości odnoszą zwycięstwa nad człowiekiem. Spekulanci tracący czas i pieniądze na rynkach terminowych nie potrafią przeciwstawić się pokusom, które rodzą się w ich głowach, dlatego będą tracić. Forbes napisał również, że "inwestor instytucjonalny nie zmienia zdania z dnia na dzień[...], nie może sobie pozwolić, aby emocje wpływały na jego decyzje. Za plecami ma sztab ludzi, którzy nadzorują i rozliczają jego działalność". Jest to główny powód powodzeń instytucji w obrocie kontraktami terminowymi. Każda decyzja jest rozważana ze wszystkich możliwych stron zanim zostanie podjęta. Innymi słowy - czynnik ryzyka powodowanego przez emocje zostaje maksymalnie zminimalizowany przez szereg organów nadzoru.
Czy pojedynczy spekulant ma, zatem szanse z instytucjami? Ma i to całkiem spore. Musi jednak włożyć więcej wysiłku w pracę nad kontrolowaniem swoich emocji i pokus. Muszę przyznać, że opanowanie emocji targających człowiekiem podczas zachodzących zmian na rynkach jest dość trudne jednak nie niemożliwe. Wystarczy, żeby każdy wypracował sobie zestaw własnych zasad inwestycyjnych i ich się trzymał. Łatwo się mówi prawda? Przestrzeganie ustalonych zasad na początku jest trudne....bardzo trudne. Jednak z czasem stosowanie się do nich staje się coraz łatwiejsze. Nigdy nie jest tak, że wchodzi się na rynek lub wychodzi z niego ze 100% pewnością siebie. To jest tylko rynek i zawsze trzeba mieć ten fakt na uwadze. Poniżej prezentuję zestaw zasad, który powinien pomóc nowicjuszom w wypracowaniu własnych bądź zastosowaniu poniższych:
Jeśli przed pierwszą inwestycją spiszesz na kartce zasady pamiętaj, aby bezwzględnie się ich trzymać. Najlepiej zawieś je w widocznym miejscu, abyś mógł w chwilach słabości podbudować się na duchu. Nawet najlepsi gracze odczuwają czasami brak zaufania do swoich własnych zasad, więc i Ty go będziesz odczuwać, tym bardziej na początku. Pamiętaj, aby kontrolować chciwość i strach w momentach zmian trendów. Nie jest problemem zarabiać podczas trwania wzrostów lub spadków. Największe emocje dochodzą do głosu podczas odwracania się trendów. Wtedy należy najbardziej trzymać swoje emocje na wodzy, bo inaczej pociągną Cię na dno. Na rynku terminowym de facto nie istnieje pojęcie wyjścia z rynku, bo można przebywać na nim cały czas i zarabiać. Tutaj mówi się o zajęciu pozycji przeciwnej w odpowiednim momencie, którego wyczucie jest czasami nie lada wyzwaniem.
Bardzo ważnym aspektem spekulacji jest odpoczynek. Powinieneś robić sobie przerwy szczególnie po udanych "misjach". Zbyt często spekulanci po zarobieniu bardzo dużych sum są rozochoceni swoimi zwycięstwami i stają się tym samym zbyt pewnymi siebie. Nadmierna wiara we własne umiejętności powoduje, że wcześniej zarobione pieniądze "idą z dymem". Tak jak Twoja kondycja fizyczna nigdy nie będzie jednakowo dobra, tak samo Twoja kondycja spekulacyjna ulega zmianom i musisz je uwzględnić.
Bardzo ubolewam nad istnieniem stereotypów w myśl, których ludzie uważają, że można zarabiać na rynku terminowym, ale tylko nieliczna grupa "wtajemniczonych" to potrafi. Nic bardziej błędnego. Każdy może zarabiać na kontraktach terminowych, jeśli tylko zapanuje nad samym sobą i zapozna się z analizą techniczną. Tutaj nie potrzeba nadzwyczajnych umiejętności. Wystarczy przeciętna inteligencja i chęć do rozwoju.
Etykiety: Inwestowanie
Wydawać by się mogło, że tak, jednak......w rzeczywistości jest inaczej. Tym, co naprawdę "podpala" inwestorów amatorów jest po prostu fakt znajdowania się rynków w okresie bessy, a nie treść analiz pana Pawła Jusia. Szczerze podziwiam pana Jusia za jego odwagę do mówienia prawdy podczas tych, jakby się mogło wydawać, ciężkich czasów oraz za trwanie przy swoich analizach bez względu na ilość czasami uwłaczających komentarzy. I na tym się mój podziw kończy. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.Po przeczytaniu kilku analiz dochodzi się do wniosku, że nie wymagają one potężnej wiedzy inwestycyjnej, a już w ogóle doświadczenia. Każda analiza zbudowana jest według pewnego schematu. Na samym początku opisywana jest sytuacja makroekonomiczna, a potem kondycja rynków z punktu widzenia analizy technicznej. Wypowiedź zwieńczona jest komentarzem autora. Znaczna część analiz jest zwyczajnym powtórzeniem tego, o czym się mówi w każdych wiadomościach biznesowych, czyli liczb. Na amatorach zawsze będzie robić wrażenie rozmowa o cenach zamknięcia, procentowych zmianach wskaźników makro czy skokach kursów i właśnie na tym bazują prawie każde analizy, nie tylko te publikowane na hotmoney.pl.
Wychodzi więc na to, że pan Juś powtarza rzeczy oczywiste? Poniekąd można tak sądzić. Wyjątek mógłby stanowić fakt trafności prognoz pana Pawła, chociaż i do tego nie potrzeba kryształowej kuli. Analizy na hotmoney.pl bazują przecież na podstawowym założeniu analizy technicznej - ceny podążają zgodnie z trendem do póki nie wystąpią oznaki jego wyraźnego odwrócenia. Oznakami odwrócenia mogą być na przykład formacje liniowe czy świecowe. Jeśli nie pojawiają się żadne oznaki zmiany trendu, a oscylatory nie pokazują dywergencji, dlaczego pan Paweł miałby prognozować nagle hossę? Proste i przyjemne. To maklerzy giełdowi zrobili ze spekulacji zawiłą machinę, która jest nie zrozumiała dla szaraków. Nawet John Murphy w książce "Analiza techniczna rynków finansowych" stwierdza, aby ujmować rzeczy prosto, bo to, co jest skomplikowane nie zawsze działa na korzyść spekulanta. Murphy mówi też: "Jeśli będziesz miał rację, nikt się nie będzie z Tobą zgadzać". Wydaje mi się, że pan Paweł Juś najzwyczajniej w świecie trzyma się zasady ujmowania rzeczy prosto. Na dodatek większość ludzi się z nim nie zgadza.
Jestem jednak zaskoczony stosunkiem pana Jusia do instrumentów pochodnych. W jednej ze swoich analiz (nie pamiętam już dokładnie, w której), pan Paweł stwierdził, że zgadza się ze zdaniem Warrena Buffeta, że handel na rynkach terminowych powinien być zakazany. Bardzo dziwi mnie takie podejście, tym bardziej, że zasady, którymi należy się posługiwać na rynkach terminowych są najzwyczajniej w świecie takie same jak te na bazie, których tworzy analizy pan Paweł (ceny podążają z trendem). Jestem naprawdę zaskoczony takim stanem rzeczy, bo przecież wystarczy odrobina samodyscypliny i przestrzegania osobistych zasad inwestycyjnych, a można zarabiać bardzo dużo pieniędzy właśnie podczas bessy. Jeśli już rynek terminowy miałby być zakazany, to przecież istnieją jeszcze opcje.
Jeśli będzie pan czytał kiedykolwiek tą wypowiedź, kieruję do pana następujący apel: proszę być bardziej kreatywnym podczas pisania analiz, bo po przeczytaniu kilku można zacząć ziewać ;). Proszę również wspomnieć od czasu do czasu o bezpieczeństwie, które oferują instrumenty pochodne, jeśli rozumie się zasadę ich działania, zamiast radzić, aby trzymać się z dala od rynku w czasie spadków. Czy taka rada jest rozsądna? Czy opisywanie, z jednej strony bolesnej rzeczywistości, a z drugiej negowanie komfortu korzystania z derywatów, jest fair wobec czytelników? Niech na te pytania każdy odpowie sobie sam. Ze swojej strony życzę panu, powodzenia panie Pawle.
PS. Wydaje mi sie, że czerpie pan satysfakcję, gdy rynek potwierdza pana prognozy, a reszta w tym czasie dostaje baty, czyż nie?
Etykiety: Inwestowanie
Umowa przedwstępna jest nieodzownym dokumentem, który należy sporządzać, gdy w grę wchodzi kupno lub sprzedaż nieruchomości. Co prawda z podpisaniem umowy przedwstępnej wiążą się dodatkowe koszty notarialne, natomiast wielkość strat, które strony umowy mogą ponieść, jest w tym przypadku ograniczona.Jeśli pierwszy raz spotykasz się z terminem umowy przedwstępnej, wyjaśnię Ci czym ona jest. Otóż, w umowie takiej, strony uczestniczące w transakcji zobowiązują się do realizacji warunków transakcji określonych w umowie przedwstępnej w wyznaczonym momencie w przyszłości. Innymi słowy, umowa przedwstępna nie powoduje faktycznego kupna/sprzedaży nieruchomości, stwarza natomiast pewien obowiązek w przyszłości. Obowiązkiem tym jest podpisanie umowy przyrzeczonej kupna/sprzedaży i dopiero ta umowa jest faktycznym przypieczętowaniem transakcji. Z jakiego powodu należy, zatem podpisywać umowę przedwstępną?
Sprawa jest jasna - w celu uzyskania kredytu bankowego. Wiadomo przecież, że jeśli nie dysponujemy wystarczającymi środkami na pokrycie zakupu nieruchomości, musimy udać się do banku w celu zaciągnięcia kredytu. Bank natomiast musi być pewny, że transakcja, którą będzie finansował dojdzie w przyszłości do skutku. Banki udzielają kredytów hipotecznych właśnie na podstawie umów przedwstępnych.
Umowę przedwstępną można tak naprawdę sporządzić na zwykłej kartce papieru, jednak jest to dalece ryzykowne posunięcie. W przypadku jakichkolwiek nieścisłości, umowa taka nie będzie posiadać wystarczającej mocy prawnej, aby chronić strony. Żeby mieć pewność, co do skuteczności i ważności dokumentu, należy taką umowę podpisywać w obecności notariusza. Należy pamiętać, że notariusz jest tylko osobą uprawnioną do potwierdzenia notarialnego takiej umowy, a nie do jej sporządzania czy redagowania. To od stron podpisujących umowę zależy co będzie ona zawierać.
W przypadku, gdy umowa przedwstępna zawiera uchybienia prawne lub zapisy niezgodne z prawem, strony zawsze mogą się odwołać do odpowiedniej instancji. Najtrudniejsze jest zabezpieczenie się przed wszystkimi możliwymi ewentualnościami, które mogą spotkać nabywcę nieruchomości. Jest to możliwe, ale wymaga dokładnego przeanalizowania sytuacji. Co, zatem powinno się znaleźć w umowie przedwstępnej?
Po pierwsze należy zwrócić uwagę na trzy kwestie. W pierwszej kolejności należy zbadać prawo własności nieruchomości. Bardzo wiele osób pozostaje we wspólnocie majątkowej z małżonkiem, dlatego w takim przypadku potrzebna jest zgoda obu małżonków na sfinalizowanie transakcji. Inną pułapką może być posiadanie takiego prawa przez krewnych lub rodzinę. Również i tutaj muszą oni wyrazić zgodę na kupno/sprzedaż nieruchomości. Trzecią kwestią jest własność w gruncie. Sprzedający powinien udostępnić do wglądu akt własności lokalu. Często okazuje się tak, że kupujący nabywa dom, a własność w gruncie pozostaje w rękach jakiegoś krewnego sprzedającego, co może wywołać w przyszłości niepotrzebne komplikacje.
Po zbadaniu omówionych kwestii można przejść do analizowania nieujawnionych zobowiązań (o ile istnieją). Punktem wyjścia powinna być księga wieczysta, ale tylko punktem wyjścia. Błędem jest opieranie się wyłącznie na informacjach w niej zawartych, gdyż niektóre informacje nie są wpisywane do księgi, a czasem mogą zostać wpisane w czasie między wydaniem wpisu z księgi, a zawarciem transakcji. Należy zażądać od sprzedającego oświadczenia, że nie toczy się żadna egzekucja z nieruchomości. Jeśli sprzedający jest osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą musi on oświadczyć, że nie zalega z podatkami oraz z należnościami wobec ZUS-u. W przypadku, gdy do nieruchomości przynależą dodatkowe pomieszczenia (piwnica, garaż, miejsce parkingowe), trzeba zażądać okazania tytułu do dysponowania tymi pomieszczeniami. Ponadto oświadczenia zbywcy nieruchomości powinny zawierać informacje o braku posiadania tytułów prawnych do nieruchomości przez osoby trzecie, tzn. braku osób zameldowanych w danej nieruchomości, a przebywających np. w zakładzie karnym, albo w szpitalu. Na koniec sprzedający powinien oświadczyć, że nie zalega z płatnościami czynszowymi oraz z należnościami wobec dostawców mediów. Warto też zaznaczyć w umowie przedwstępnej wyposażenie, które przechodzi na własność nabywcy. W treści dokumentu muszą znajdować się również zapisy mówiące o konsekwencjach niedotrzymania umowy przez jedną ze stron.
Sporządzenie doskonałej umowy przedwstępnej jest nie lada sztuką i wymaga pomocy specjalisty. Nikt jednak nie wyręczy Cię całkowicie ze sporządzenia takiej umowy. Nawet prawnik będzie chciał wiedzieć, co dokładnie ma się w tej umowie znajdować, czego Ty od takiej umowy oczekujesz. Jego zadanie sprowadza się do kontroli prawnej poprawności dokumentu i ewentualnie propozycji korzystniejszych zapisów. Przed wizytą u eksperta powinieneś zatem sam się zastanowić nad treścią dokumentu, który podpiszesz u notariusza.
Etykiety: Nieruchomości
Czy potrzebujesz pieniędzy? Myślę, że tak, ponieważ w przeciwnym razie poświęciłbyś swój czas na odwiedziny innej strony niż tej, na której teraz się znajdujesz. Myślę też, że zastrzyk większej gotówki potrzebny jest Ci w tej chwili, a nie w przeciągu kilku lat prawda? Cóż, filozofie inwestycyjne Roberta Kiyosaki'ego lub Warrena Buffeta opierają się na powolnym gromadzeniu majątku i rozwijaniu finansowej inteligencji. Są to naprawdę świetne filozofie inwestycyjne, które rozwiążą problemy przyszłości, a nie teraźniejszości, z którą boryka się przeciętny człowiek.Zbyt wielu ludzi chce się wzbogacić pracując więcej i ciężej. Praca na etacie należy do strategii rozwiązywania teraźniejszych problemów finansowych, np.: kupna pralki, lodówki, remontu domu itp. Nikt nie jest w stanie zaspokoić swoich długoterminowych zachcianek finansowych trzymając się kurczowo pracy na etacie, np.: spłacić kredytu hipotecznego domu. Problem pojawia się przy rozpoczynaniu inwestycji, które kreują nam świetlaną przyszłość, nie zmieniając zbytnio teraźniejszości (mam na myśli tylko początkowe stadium inwestowania).
Przypuśćmy, że zwyczajny Kowalski chce być w przyszłości bogaty. Wie, że to, co robi dzisiaj, determinuje jego jutro. Wie też, że nieco większa gotówka jest mu potrzebna właśnie teraz, a nie za 5 lat. Jeśli wybrałby bogacenie się przez oszczędzanie i coraz cięższą pracę, z upływem czasu przekonałby się, że znajduje się w tym samym miejscu, co przed laty, a być może nawet się cofnął! Mógłby też rzucić pracę na etacie i rozpocząć inwestowanie, ale doświadczyłby zbyt wielu nagłych finansowych trudności związanych z brakiem gotówki, co skutecznie zniechęciłoby go do dalszego osiągania postawionego celu.
Idealnym rozwiązaniem dla Kowalskiego jest połączenie filozofii wspomnianych inwestorów ze zwykłą ośmiogodzinną pracą. Praca zapewni stały przepływ gotówki, aż do momentu, gdy nie będzie ona Kowalskiemu potrzebna, natomiast inwestycje przyczynią się do poprawy dnia jutrzejszego. Dzięki takiemu postępowaniu nasz Kowalski uniknie bolesnego rozpoczynania finansowej gry życia z poziomu człowieka biednego.
Bardzo wielu entuzjastów inwestowania i rozkręcania własnego biznesu postanawia przedsięwziąć stanowcze kroki na drodze do finansowego sukcesu i porzucić swoją pracę. Jest to zły krok. Oczywiście nie zaprzeczam tym samym stwierdzeniu, że aby stać się bogatym nie można chcieć pracy na etacie. Zgadzam się z tym stwierdzeniem, mimo że nie widzę sensu przeżywania dramatów związanych z nagłym pozostawieniem pracy na etacie i przeniesieniem się do rzeczywistości biznesowej. Nagła rezygnacja z pracy na etacie jest skokiem na głęboką wodę - są ludzie, którzy nauczą się w niej pływać, są i tacy, którzy będą potrzebowali koła ratunkowego, a cała reszta pójdzie na dno.
Być może również Ty, drogi internauto, należysz do grona zwolenników filozofii "nie chcieć pracy". Muszę Ci przyznać, że ja też do nich należę, ale jestem zdania, że do osiągnięcia finansowej wolności nie trzeba dokonywać bardzo drastycznych zmian w swoim życiu. Wystarczy dać sobie trochę czasu na zaadoptowanie nowych przyzwyczajeń oraz tak bardzo odmiennego (de facto całkowicie przeciwnego) sposobu myślenia, potrzebnego do funkcjonowania w środowisku biznesowo-inwestycyjnym.
Etykiety: Finanse osobiste
Opcje, opcje.....bardzo dużo się mówi o tych instrumentach finansowych, które oferują silną dźwignię finansową, chroniąc przy tym inwestycję. Domy maklerskie prześcigają się w ofertach zachwalających opcje, prezentując przy tym skomplikowane wykresy oraz wskaźniki ich wyceny. Po co? Szczerze mówiąc nie mam pojęcia po co. Tak naprawdę bez znaczenia dla przeciętnego inwestora są modele wyceny opcji oraz wskaźniki. O wiele ważniejsze jest natomiast zrozumienie pewnych mechanizmów działania opcji oraz dosłownie trzech strategii umożliwiających generowanie potężnych przychodów z inwestycji.Na pierwszy ogień weźmy pojęcie wykonania opcji. Zazwyczaj w literaturze autorzy podają, że jest to prawo nabycia bądź sprzedaży pewnej ilości akcji po cenie wykonania. Rozumiesz coś z tego? Szczerze mówiąc, ja też nie. Jednak zaraz sam zobaczysz, że termin wykonanie opcji jest łatwy do zrozumienia.
Jak wiadomo na rynkach finansowych mamy do czynienia z dwoma rodzajami opcji: kupna oraz sprzedaży. Każda z tych opcji charakteryzuje się pewnym czasem wygasania oraz ceną wykonania. Czas wygasania jest to długość "życia" (ważności) opcji (w przypadku opcji amerykańskich) lub też jest ściśle określoną datą "śmierci" opcji, czyli utraty jej ważności (opcje europejskie). Przez cały czas wygasania opcji można daną opcję wykonać. Opcje kupna stosuje się w przypadku rynku wzrostowego natomiast opcje sprzedaży w przypadku rynku spadkowego (tylko w takich warunkach są zyskowne). Załóżmy, że cena wykonania zarówno opcji kupna jak i sprzedaży wynosi 10 zł. Jeśli przewidujesz, że w najbliższym miesiącu, że cena akcji danej spółki wzrośnie możesz nabyć opcję kupna. Jeśli cena akcji wzrośnie do 20 zł, możesz taką opcję wykonać, dzięki czemu zarobisz na transakcji. W chwili wykonania opcji dokonują się dwie, niewidoczne dla inwestora operacje: najpierw następuje kupno określonej ilości akcji po cenie wykonania (10 zł), a następnie nabyte akcję są sprzedawane po cenie rynkowej (20 zł). Taka sama sytuacja ma miejsce w przypadku opcji sprzedaży: kupujesz opcje z ceną wykonania 10 zł. Cena akcji spada do 5 zł. W momencie wykonania opcji najpierw opcje są zakupywane po cenie rynkowej (5 zł), a następnie sprzedawane po cenie wykonania (10 zł). Pamiętaj, że opcje dają Ci wyłącznie prawo nabycia/sprzedaży akcji, z którego wcale nie musisz skorzystać, jeśli nie zechcesz.
No dobrze, ale co w przypadku, gdy nie można przewidzieć ruchów rynku? Można się przed tym zabezpieczyć stosując jedną z trzech bardzo ciekawych strategii opcyjnych: stelaż, strip oraz strap. Strategia stelaża polega na zakupie dwóch opcji - jednej opcji kupna oraz jednej opcji sprzedaży z tą samą datą wygaśnięcia oraz ceną wykonania. Od tej chwili nie interesuje Cię, w którą stronę "pójdzie" rynek, bo i tak nastąpi wykonanie jednej z opcji, która przyniesie Ci zysk. Warunkiem zastosowania stelaża jest występowania znacznych wahań cen. Jeśli ceny będą się wahać tylko nieznacznie, wtedy stelaż przyniesie straty. Strategie strip oraz strap są bardzo podobne do stelaża. Strip polega na nabyciu jednej opcji kupna oraz dwóch opcji sprzedaży natomiast strap na nabyciu jednej opcji sprzedaży i dwóch opcji kupna. Innymi słowy - jeśli przewidujesz, że nastąpią w najbliższym czasie wahania cen akcji i nie jesteś pewny w 100% w jakim kierunku podąży rynek, jednak wiesz, że większe jest prawdopodobieństwo wzrostowe, wtedy korzystasz ze strategii strap. W przeciwnym wypadku stosujesz strategię strip. Oczywiście daty wygaśnięcia oraz ceny wykonania nabytych opcji muszą być takie same. Zamiast przejmować się spadkami i depracjacją akcji, możesz zarabiać zarówno na rynku byka jak i niedźwiedzia. Od Ciebie zależy, którą drogę zarabiania wybierzesz.
Etykiety: Inwestowanie
Kupować akcje......tylko której spółki? Inwestorów, którzy chcą wybrać kilka najbardziej wartościowych spółek w celu kupna ich udziałów, czeka nie lada wyzwanie. W roku 2007 na warszawskim parkiecie zadebiutowało aż 81 spółek, zwiększając tym samym liczbę wszystkich notowanych przedsiębiorstw do 351. Jak poradzić sobie w zaistniałej sytuacji z takim natłokiem nowych spółek? Znalazłem ostatnio dość ciekawy system wyboru najbardziej wartościowych przedsiębiorstw giełdowych, który jest bardzo łatwy w użyciu. Składa się z 10 kroków. Przedsiębiorstwa, które pomyślnie przejdą poniższe 10 etapów, mogą być uznane za godne uwagi.
Ostatni warunek jest wyłącznie pomocniczy. Najbardziej znaczącymi danymi finansowymi jest wielkość sprzedaży oraz zysk z niej pochodzący. Te dwie wielkości powinny wzrastać. Jeśli chodzi o 10 akcjonariuszy i właścicieli instytucjonalnych, również nie trzeba się bardzo sztywno trzymać tych dwóch warunków. Najważniejsze, żeby spółka asymilowała akcje (skupowała je), zamiast ogłaszała nowe emisje. Emisje nowych akcji sprzyjają rozdrobnieniu własności, dlatego nie są pozytywnym zjawiskiem.
Poddając każdą spółkę powyższym etapom analizy uzyskamy jedynie potencjalnych kandydatów do tytułu rzetelnego przedsiębiorstwa. Trzeba pamiętać, że spółki, które pomyślnie przetrwały 10 omówionych prób, należy poddać standardowej analizie finansowej przedsiębiorstwa.
Etykiety: Inwestowanie
Pod pojęciem "inwestowanie na giełdzie" kryje się bardzo wiele. Najczęściej ludzie mówią o inwestowaniu na giełdzie w kontekście gry giełdowej, traktując te dwa procesy jako jeden. Mówiąc, że inwestują, tak naprawdę nie wiedzą, że spekulują. Różnice między spekulantem, a inwestorem są oczywiste. Wie o tym każdy, kto choć trochę poważnie interesuje się giełdą papierów wartościowych. Pragnę w tym artykule wyjaśnić kwestie inwestowania oraz spekulacji, ponieważ z pozoru proste, przysparzają ogółowi nowicjuszy (i nie tylko), dużych problemów.Tradycyjna gra giełdowa opierająca się na zasadzie, "kupuj tanio, sprzedawaj drogo", jest spekulacją. Pod pojęciem spekulacji kryją się przewidywania i domysły, co do dalszego kierunku ruchu cen. Nikt tak naprawdę nie wie, czy następnego dnia na giełdzie zagoszczą wzrosty i spadki, można jedynie przypuszczać przyszły bieg wydarzeń z większą lub mniejszą dozą prawdopodobieństwa. Spekulant nie jest nawet w najmniejszym calu inwestorem, a raczej handlowcem obracającym akcjami, dlatego tak ważna jest dla niego analiza techniczna, która opiera się o odczytywanie wykresów cen oraz słupków wolumenu (wielkości obrotów w danej sesji). Cała sztuka polega na tym, aby jak najtrafniej przewidzieć moment kupna i sprzedaży, co nie jest wcale takie łatwe. Poza tym, żeby wiedzieć, jaka jest sytuacja na rynku oraz jak plasuje się cena akcji wybranej spółki, spekulant musi codziennie śledzić wahania wspomnianych papierów wartościowych. Od wahań cen uzależniony jest nastrój grającego - jeśli cena podąża w oczekiwanym kierunku wywołuje to euforię, natomiast w przeciwnym wypadku depresję. Nietrudno się domyśleć, że wahania cen przekładające się na gwałtowne skoki nastrojów mogą prędzej wpędzić człowieka do grobu niż uczynić go bogatym. Spekulant, zatem musi bez przerwy pracować na swój sukces bez możliwości zrobienia sobie przerwy z wyjątkiem dni, w których giełdy są zamknięte.
Zupełnie inaczej wygląda życie inwestora. Inwestor to człowiek inwestujący swoje pieniądze w celu osiągnięcia udziału w zyskach, np.: spółki. Pod pojęciem udziału w zyskach rozumie się dywidendę przypadającą na jedną akcję. Im więcej akcji (udziałów) dany inwestor posiada, tym większą dywidendę otrzyma. Problemem inwestora jest wybór odpowiedniej spółki, gdyż wielkość dywidendy uzależniona jest od wyników finansowych. Przed ostatecznym wyborem określonego przedsiębiorstwa, inwestor musi przeanalizować sytuację upatrzonej spółki. Musi dokonać analizy finansowej ze szczególnym uwzględnieniem przepływów pieniężnych w postaci zysków i wielkości produkcji. Musi zwrócić uwagę na to, czy zyski są reinwestowane w działalność przedsiębiorstwa czy też nie. W skrócie można powiedzieć, że inwestor wykonuje dość żmudną pracę, ale tylko na początku i tylko raz w przypadku każdej spółki. Natomiast później ogranicza się do przeglądanie raportów kwartalnych, nie zamartwiając się codziennie o swój kapitał. Pieniądze pracują dla niego, a nie on dla pieniędzy jak to czyni spekulant.
Wiele osób wybiera grę giełdową zamiast inwestowania w spółki, ponieważ pragną szybkich zysków, argumentując przy tym swoje stanowisko, nieopłacalnymi (niskimi) dywidendami. Poniekąd mają rację, bo jeśli przyjrzymy się wielkości dotychczas wypłaconych dywidend (http://mojeinwestycje.interia.pl/gie/narzedzia/dywidendy), wyciągniemy podobne wnioski. Warren Buffet powiedział: "Najlepszym okresem do trzymania akcji jest wieczność". Kupując akcje nabywa się tym samym część spółki. Im więcej udziałów się posiada tym większe zyski pochodzące z dywidend. Co z tego, że posiadając akcje o równowartości 5 milionów złotych co roku otrzymuje się, np.: 100 000 zł dywidendy. Jakby przeliczyć stopę zwrotu z tej inwestycji wyjdzie, że jest to nieopłacalna inwestycja. Jest jedno ale. Zysk pochodzący z udziałów jest zyskiem pewnym, o ile została wybrana dobra spółka, natomiast zysk spekulacyjny jest bardzo ulotny. Lepszy jest wróbel w garści niż gołąb na dachu, dlatego proszę we własnym zakresie ocenić dwie opisane taktyki zarabiania pieniędzy.
Etykiety: Inwestowanie