Pierwsza myśl jest najlepsza
Z tego postu wynika jedno przesłanie:
Etykiety: Przekonania
Etykiety: Przekonania
Etykiety: Przekonania
Etykiety: Przekonania
Etykiety: Przekonania
Etykiety: Przekonania
Nie cierpię jak ludzie w podeszłym wieku mówią, że to ich należy słuchać, bo posiadają wieloletnie doświadczenie, a każdą młodszą od siebie osobę traktują jak smarkacza. Poprzez takie zachowanie to właśnie oni zachowują się jak smarkacze. Nie mam zamiaru nikogo w tym artykule obrażać, ale chciałbym skupić się na bardzo ważnej kwestii związanej z dojrzałością, która jest niezwykle ważna w inwestowaniu.Przyjęło się mówić, że osoby w kwiecie wieku, czy w podeszłym wieku są dorosłe, dojrzałe itp. Natomiast ludzi młodych powyżej 18 lat traktuje się jak dzieci. Faktem jest, że gorące 18-stki zachowują się często niedojrzale i nieodpowiedzialnie, ale nie wszyscy. Są osoby będące o wiele bardziej dorosłe niż ludzie w wieku 40 lat, którzy zachowują się w rzeczywistości jak dzieci w przedszkolu, a nawet gorzej.
Dojrzałości, czy też dorosłości nie mierzy się ilością przeżytych lat tylko zachowaniem w pewnych ekstremalnych sytuacjach. Przykładem takiej sytuacji może być druzgocąca porażka finansowa. Zazwyczaj ludzie dorośli w takich momentach obarczają winą wszystkich tylko nie siebie, zachowując się jak rozwydrzone dzieciaczki, którym zabrano lizak i teraz muszą znaleźć sobie kozła ofiarnego. Dojrzały człowiek, mimo że wiek wcale nie musiałby na dojrzałość wskazywać, wziąłby w takiej chwili głęboki oddech, powiedziałby że jego życie znajduje się w jego rękach i to on jest odpowiedzialny za swoje sukcesy i porażki. Następnie zastanowiłby się nad przyczyną popełnionego błędu, wyciągnąłby z niego wnioski na przyszłość i w rezultacie przekułby swoją porażkę w sukces.
Innym przykładem niedojrzałości jest wymyślanie ciągłych wymówek. Bardzo często słyszy się o ludziach, chcących przejść na dietę mówiących, że zaczną odchudzanie od jutra. Jeszcze częściej każdy dorosły człowiek używa następujących stwierdzeń: "Nie mam czasu", "Nie mam pieniędzy, żeby na przykład zacząć inwestować", "Po pracy jestem bardzo zmęczony, jak mam zajmować się czymś innym" i tak dalej, i tak dalej. Człowiek wymyśla codziennie tysiące wymówek, aby usprawiedliwić się sam przed sobą - to nie jest dorosłe zachowanie.
Pełne zrozumienie kwestii dojrzałości stanowi priorytet, jeśli chodzi o inwestowanie i proces dochodzenia do bogactwa czy osiągania jakiegokolwiek innego celu. Wymówki przez nas wypowiadane są tak naprawdę kłamstwami, które nie muszą się ziścić w przyszłości, należy jedynie nie dopuścić do tego, aby te kłamstwa stały się prawdą. Większość ludzi niestety traktuje swoje wymówki jako prawdę i tak też w rezultacie wygląda ich przyszłość, która jest wypełniona samymi bzdurnymi przekonaniami. Ludzie chcą wierzyć w te niedorzeczności, bo jest im to na rękę, tak jest wygodniej, nie trzeba się wysilać. Wymówki nie mobilizują do działania, tylko rozleniwiają umysł. Robert Kiyosaki pisze w swoich książkach, że bogaty ojciec zabronił wypowiadać jemu oraz swojemu synowi słów "Nie stać mnie na to". W wielu przypadkach słowa te stwierdzają rzeczywistość, są prawdą, bo ludzie naprawdę mogą nie mieć pieniędzy. I co z tego, że nie mają. Moim zdaniem nadal nie chcą mieć, ponieważ rozleniwiają swój umysł mówiąc, że ich nie mają. Lepszym rozwiązaniem byłoby zastanowienie się, w jaki sposób można byłoby sobie na dane dobro pozwolić, a wtedy umysł zaczyna pracować i być kreatywny. Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, do jakiego stopnia Twój umysł może być kreatywny, jeśli chodzi o finanse, dlatego wykorzystaj go na swoją korzyść, a nie przeciwko sobie.
Jeśli w przyszłości chcesz być postrzegany jako osoba dojrzała i odpowiedzialna musisz zacząć panować nad wymówkami. Zamiast wymyślać tysiące powodów, dla których nie warto się starać, warto zastanowić się, dlaczego warto byłoby się postarać. To dziwne, że najpotężniejszym narzędziem jest ludzki umysł, a tylko 1% ludzi zdaje sobie z tego w pełni sprawę. Pozostała część wykorzystuje swoją szarą masę po to, aby znęcać się nad sobą.
Etykiety: Przekonania
Zarówno rzeźbienie ciała jak i dochodzenie do bogactwa stanowią pewne cele, do których wiele osób nieustannie dąży. Ci ludzie, którzy już osiągnęli jeden z tych celów, przyznają mi rację, że te dwie z pozoru odrębne drogi osiągania sukcesu mają ze sobą wiele wspólnego.Dawno, dawno temu (byłem jeszcze w podstawówce) chciałem zająć się ćwiczeniami siłowymi po to, żeby w przyszłości nie wyglądać ani jak chudzielec, ani tym bardziej jak pulchny grubasek tylko móc być zadowolonym ze swojego ciała. Początki były dość trudne, ponieważ kilkukrotnie zaczynałem ćwiczenia, ale z powodu braku dostatecznej motywacji cały mój wysiłek spełzał na niczym. Zabierałem się do osiągnięcia tego, co chciałem aż trzy razy. Za pierwszym razem udało mi się wytrwać w swoich postanowieniach około jednego miesiąca. Drugi raz był o wiele bardziej udany - niecałe dwa miesiące, natomiast za ostatnim razem wytrwałem trzy miesiące, po czym zrezygnowałem na dość długi czas ze swoich marzeń. Aż pewnego wieczoru, siedząc przed telewizorem wymyśliłem sobie dostateczny powód, który miałby mnie motywować (nie zdradzę, jaki to powód). Powód ten okazał się dostatecznie mocny, abym mógł wytrwać w swoich zamiarach do dzisiaj. Najtrudniejszy był pierwszy rok, po którym wszystko zaczęło iść jak z płatka. W rezultacie dalsze ćwiczenia nie były już uzależnione od pierwotnego motywu, ponieważ zdążyłem przyzwyczaić się do tego, co do dzisiaj robię, do tego stopnia, że nie wyobrażam już sobie życia bez ćwiczeń fizycznych. Podsumowując tą historię, nie zastawiałem się, w jaki sposób mogłem dokonać tego, co chciałem, po prostu wiedziałem, że jeśli nie wykorzystam szansy teraz, to mogę nie mieć już nigdy okazji w przyszłości. Mój powód był dostatecznie silny, żeby trwale mnie motywować przez pierwszy, najtrudniejszy rok treningów.
Nie bez powodu przedstawiłem tutaj swoją osobistą historię. Zrobiłem to po to, aby ukazać, że osiąganie celu nie jest związane z rodzajem działania, tylko z odpowiednią motywacją w postaci silnych powodów. Bogacenie się, zatem niczym nie odróżnia się od wspomnianego "pakowania". Zbyt wielu ludzi chce się szybko wzbogacić, dlatego często pytają, co mogą w tym celu zrobić. Posiadają nadwyżki gotówki i myślą, że istnieje magiczna różdżka za dotknięciem, której staną się bogaci. To jest mit, bzdura, nie istnieje szybki sposób trwałego wzbogacenia się, o czym zdecydowana większość nie ma pojęcia.
Celem tego artykułu jest zmiana przekonań wszystkich, którzy ten artykuł czytają teraz oraz przeczytają w przyszłości. Chcę uzmysłowić, że zarówno powodzenie "pakowania" jak i bogacenia się jest uzależnione tylko od silnego powodu, dla którego dąży się do danego celu. Na samy początku tej drogi, nie ma znaczenia, co trzeba robić, żeby zrealizować swoje marzenia, zamiast tego ogromnie ważne jest zadanie sobie pytania, dlaczego chce się dany cel zrealizować. Jednym słowem, nie ważne jest jak tylko dlaczego, coś chce się zrobić.
Jeżeli należysz do grona osób, które lubią twierdzić, że coś jest niemożliwe, że czegoś nie da się zrobić, to znaczy, że nie posiadasz dostatecznie silnego dlaczego, żeby móc pozwolić sobie na realizację celu. Gdybyś miał wystarczająco silny powód, nie zastanawiałbyś się nad środkami - nie miałyby one dla Ciebie żadnego znaczenia, ponieważ za wszelką cenę dążyłbyś do tego, co sobie założyłeś.
Z mojej historii wynika, że jeśli nie znalazłbym dobrego powodu, nigdy nie osiągnąłbym tego, co zamierzyłem. Wyrzucałbym sobie do dzisiaj, że mogłem coś zrobić, ale mi się nie chciało, a tak naprawdę podświadomie żałowałbym, że nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego narzędzia motywacyjnego. Na koniec wszystkim tym, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu, polecam krótkie przemyślenia nad wyszukaniem silnego powodu, który właściwie ukierunkuje dalsze działania i pozwoli wytrwać do samego końca.
Etykiety: Przekonania
Założę się, że każdy człowiek przynajmniej raz w życiu znajduje się w sytuacji, kiedy dąży do sukcesu wraz z innymi ludźmi i nagle komuś z tego grona udaje się osiągnąć wyznaczony cel. Najczęściej pozostali mówią wtedy, że taka osoba miała szczęście, że trafiła na dobrą okazję, która pozwoliła jej dojść do tego, do czego dążyła. W takich momentach odczuwalna jest ciężka atmosfera zazdrości pozostałych, którzy najczęściej nie stronią od podsumowań w rodzaju: „Każdy głupi ma zawsze szczęście” albo „Trafiło się ślepej kurze ziarno”. Te uszczypliwości służą jedynie zagłuszaniu własnego rozczarowania oraz potwierdzają marne, w danej dziedzinie, umiejętności tych, którzy takie sądy wygłaszają. O wiele rozsądniejsze byłoby stwierdzenie, że dana osoba „posiadała odpowiednią wiedzę i zdolności, potrzebne, aby efektywnie wykorzystać nadarzającą się sposobność”.Być może podjąłem nieco dziwny temat, który chcę omówić w kontekście inwestowania, ale wydaje mi się, że bardzo przybiera on na aktualności właśnie teraz, kiedy rynek akcji znajduje się dokładnie na przeciwnym biegunie w stosunku do rynku towarowego.
Każdy inwestor mający styczność z analizą techniczną wie o istnieniu cykli. Jedni traktują tą wiedzę z przymrużeniem oka, a inni całkiem serio. Ci pierwsi zazwyczaj twierdzą, że na giełdach pewne ruchy się powtarzają, ale nigdy w życiu nie uzależnialiby swojej przyszłości od wiarygodności tych informacji. Do pewnego stopnia mają rację, gdyż cykle nie służą do podejmowania konkretnych decyzji inwestycyjnych, lecz jedynie do uniknięcia „wpadki”, wynikającej z przebywania na niewłaściwym rynku w niewłaściwym czasie. Całkowita ignorancja istnienia powtarzających się ruchów cen może się okazać niezwykle kosztowna, z czym mamy obecnie do czynienia.
Obserwując cykle różnych rynków, można zauważyć pewne prawidłowości. Najbardziej powszechna jest wiedza na temat przeciwnej korelacji rynku towarowego i papierów wartościowych. Analizując wieloletnie wykresy można zauważyć, że ceny złota są najwyższe w momencie pojawiania się poważnych perturbacji na rynkach akcyjnych i odwrotnie, akcje świętują chwałę, gdy na rynku towarowym panuje bessa. Kulminacja kupna na jednym z rynków zazwyczaj zwiastuje zbliżające się zmiany na innych rynkach. Robert Kiyosaki w jednej ze swoich książek napisał o istnieniu cyklu 20-10-5 istnienie, którego jest negowane przez profesjonalistów, jednak jak się okazuje, historia mówi w tym względzie, co innego.
W roku 1980 złoto osiągnęło rekordowy poziom cenowy, mianowicie ponad 800 dolarów za uncję. Był to szczyt świetności rynku towarowego, który w kolejnych latach notował bardzo niski poziom w porównaniu z opisywanym rekordem – cena złota oscylowała na poziomie 275 dolarów za uncję. W tym czasie do roku 2000 rynki papierów wartościowych rozwijały się bardzo dynamicznie, napędzając coraz większą hossę, podczas gdy rynek towarowy mocno zniżkował. Rok 2000 był czasem, kiedy indeksy giełd amerykańskich zdobywały kolejne szczyty, a rok później nastąpiło potężne załamanie. Od roku 2000 role się ponownie odwróciły – notowania indeksów akcyjnych znajdują się na niskich poziomach w porównaniu z czasami świetności, a złoto na powrót zdobywa swoje historyczne szczyty i dąży do ich pobicia.
Zgodnie z cyklem przedstawionym przez Kiyosaki’ego co 5 lat następuje poważny krach na rynkach akcji, czego przykładem są spadki notowań w związku z atakami z 11 września 2001 oraz obecna sytuacja, w której się znajdujemy (proszę zauważyć, że od 2001 roku minęło około 5 lat!). Patrząc obiektywnie łatwo można dojść do wniosku, że jeśli akcje znajdowały się w swojej szczytowej formie w latach 1980-2000, oznacza to, że 20 letni cykl dobiegł końca, a teraz rynki papierów wartościowych znajdują się w 10 letnim okresie niskich notowań. Przyjmując, że zawirowania z przełomu wieków trwały na różnych rynkach w latach 2000-2003, to dziesięcioletni okres świetności rynku towarowego powinien skończyć się około roku 2013. Znaczyłoby to, że rok 2007 jest dokładnie połową 10 letniego cyklu towarowego, w którym nastąpiły poważne problemy takie jak kryzys na rynku kredytów hipotecznych oraz wyprzedaż związana ze słabością dolara. Słuszność tych poglądów zdaje się potwierdzać notująca historyczne rekordy ropa naftowa oraz bardzo drogie złoto. Znajdujemy się, zatem w momencie dokładnej antybiegunowości towarów i akcji.
Zaistniała sytuacja daje powody do dużego optymizmu, ponieważ zgodnie z wcześniejszymi rozważaniami złoto w najbliższych latach powinno zacząć zniżkować, a ceny akcji będą powoli piąć się w górę, po czym nastąpi naprawdę potężny krach i rynek papierów wartościowych na powrót wróci do łask. Obecnie znajdujemy się dokładnie w dołku rynków akcji w połowie 10 letniego cyklu towarów.
W Internecie zaroiło się ostatnio od artykułów opisujących straty inwestorów, „lizanie ran” i zastanawianie się nad odrabianiem strat po ostatnich spadkach. Jak na dłoni widać, że historia się powtarza, zarówno w przypadku ludzkich zachować jak i notowań rynkowych. Gdyby ci ludzie analizowali dane historyczne, wiedzieliby, kiedy może nastąpić poważniejsze załamanie i zawczasu wycofaliby się z gry lub zmienili strategię pozwalającą zarabiać na spadkach. Historia rynków się powtarza, dlatego że ludzkie zachowania się nie zmieniają.
I znowu można przeczytać o bezpiecznych inwestycjach w złoto, które wydaje się być naprawdę dobrą alternatywą...., ale jeśli niedoświadczony inwestor amator da się złapać na haczyk i zainwestuje wszystkie swoje fundusze w złoto w celu szybkiego odkucia się, będzie musiał czekać przeszło 20 lat, żeby odrobić długoterminowe straty! Tak naprawdę towary przestają być obecnie dobrymi alternatywami, gdyż znajdują się u progu wyczerpania popytu, natomiast akcje notują cyklowy dołek, przez co stają się naprawdę łakomym kąskiem, pod warunkiem, że się wie, co się robi i posiada wiedzę pozwalającą wycofać się w odpowiednim momencie lub zmienić strategię inwestycyjną.
Obraz panicznej wyprzedaży wykreowany przez społeczność inwestorów amatorów wydaje być się nie do końca prawidłowy. Jestem święcie przekonany, że w ostatnim czasie pojawiły się osoby, które posiadały umiejętności pozwalające im wykorzystać nadarzająca się okazję. Pewnie spotkały się one ze strony znajomych, którzy stracili, z komentarzami o ślepej kurze oraz o co drugim głupim mającym szczęście. Tak naprawdę głupimi okazują się osoby, które swoim zachowaniem sygnalizują, że „pozjadały wszystkie rozumy”, a w rzeczywistości musiały zapłacić dość wysoką cenę za swoje zarozumialstwo.
Często można się zetknąć z komentarzami w stylu: „Po co mam się zajmować giełdą jeśli nie mam pieniędzy, którymi mógłbym obracać” albo „Nie muszę uczyć się analizy technicznej, gdyż na razie zarabiam na wzrostach, a co będzie potem, zobaczymy”. Co się jednak stanie, gdy nagle takie osoby odnotują przypływ gotów, którą będą chcieli pomnożyć, a z powodu swojego lenistwa oraz z braku wiedzy poniosą porażkę, bo zainwestują nie wtedy, kiedy będzie trzeba? Będą zwalać na rynek, rodzinę, maklera, doradców i kogo tylko, zamiast na siebie, ponadto nie wyniosą z tej porażki żadnej nauki i dalej będą określać ludzi, którzy byli przygotowani, mianem głupich, którym się poszczęściło.
Etykiety: Przekonania
Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Pytając ludzi czy twierdzą, że inwestowanie jest ryzykowne możemy usłyszeć tyle odpowiedzi ilu jest pytanych: ludzie, którzy dorobili się na nieruchomościach czy na giełdzie powiedzą, że inwestowanie jest świetne, ci którzy stracili, bo kupili akcje w złym czasie będą lamentować i trzymać się z dala od inwestowania w przyszłości, będą też tacy którzy wolą nawet nie myśleć o inwestowaniu bojąc się o własny kapitał, tacy ludzie są zwolennikami bezpiecznego lokowania finansów w banku. Słuchając tych trzech grup osób można dostać zawrotów głowy i dezorientacji, dlatego w tym artykule wyjaśnię skąd bierze się frustracja i rozpacz przegranych, a skąd euforia zwycięzców.Zanim przystąpię do omawiania głównego tematu, należałoby wyjaśnić kim jest przegrany, a kim zwycięzca. W swoim życiu spotkałem niejednego przegranego, pozwoliło mi to przypisać jedną wspólną cechę tym ludziom: przegrani łatwo się poddają, uważają że błędy i upadki są złe, dlatego najzwyczajniej ich unikają tracąc przez to okazję na zwycięstwo. Inną cechą charakteryzują się zwycięzcy: porażki i błędy stają się ich paliwem do dalszego działania, są motorem napędowym ich życia. Ludzie sukcesu potrafią wyciągać wnioski z porażek, które inspirują ich do dalszego działania. Dobrym przykładem jest nauka języka obcego. Pewna osoba w mojej klasie w liceum początkowo prezentowała się dosyć słabo na tle klasy jeśli chodzi o umiejętności językowe. W I klasie dostawała ze sprawdzianów i kartkówek same trójki, czwórka była oceną, o której wówczas marzyła. Od otrzymywania czwórek dzieliło tą osobę jedynie pół punktu - zawsze, dosłownie każda praca pisemna była oceniana na 3+. Było to nie do zniesienia dla tej osoby, dlatego uczyła się coraz więcej i więcej, pracowała nad swoimi umiejętnościami językowymi, które do połowy II klasy nijak przekładały się na wyniki. Osoba ta doznawała niejednokrotnie rozczarowań, bo uczyła się naprawdę dużo a mimo to dalej uzyskiwała 3+ i dalej się uczyła. Aż tu nagle nadszedł drugi semestr II klasy i niespodziewanie zaczęły z każdej strony "sypać" się czwórki, bardzo mocne czwórki. Ciężka praca nareszcie przyniosła efekty, które w rezultacie przełożyły się na jeszcze lepsze oceny i ukończenie liceum z piątką. Pewnie teraz zapytasz "Czy powodem sukcesu tej osoby była jej determinacja?" Po części tak, ponieważ wyznaczyła sobie cel, który pragnęła zrealizować ponad wszystko. Jednak nie osiągnęłaby go gdyby nie potrafiła wyciągać wniosków z porażek. Muszę dodać, że osoba ta była dociekliwa, zawsze chciała aby nauczyciel wskazał jej miejsca popełnionych błędów co pozwalało jej na unikanie tych błędów w przyszłości. W tym miejscu już można znaleźć odpowiedź na pytanie zawarte w tytule: przegrani, czyli wszyscy Ci którzy stracili np. inwestując w akcje, nie byliby nimi gdyby pierwsza porażka zainspirowała ich do działania, do pogłębienia wiedzy na temat metod inwestycyjnych. Zamiast tego ci ludzie dali za wygraną pozwalając swoim pieniądzom na zawsze odejść do innego właściciela (w przyrodzie nic nie ginie, zmienia jedynie właściciela, tak również jest z pieniędzmi). Nie pogłębiali wiedzy, co więcej, w ogóle jej nie zdobyli. Czy ktokolwiek zabierałby się za otwieranie własnej firmy gdyby nie wiedział jak? Raczej nie, a gdyby nawet spróbował i wytrwał do końca, musiałby uczyć się na własnych błędach, które mogłyby okazać się bardzo kosztowne. Przeciętni ludzie uważają, że inwestowanie jest ryzykowne, bo nie wiedzą jak inwestować. Człowiek posiadający wiedzę na temat rynków finansowych lub innych pól inwestycyjnych jest w pełni świadomy swojej sytuacji, wie z czym się mogą wiązać potencjalne decyzje i wie jakie korzyści może osiągnąć dzięki prawu kraju w jakim mieszka. Inwestowanie nie jest ryzykowne, brak wiedzy i umiejętności inwestycyjnych jest ryzykowny!!!. Brak wiedzy powoduje, że ludzie chcący ominąć potencjalne ryzyko wybierają w swoim mniemaniu "bezpieczne" formy pomnażania pieniędzy, które w rzeczywistości są najbardziej ryzykowne ze wszystkich. Skutkiem wiedzowej ignorancji jest płacz i zgrzytanie zębów, które nieustannie powtarzają się w przypadku bessy lub krachu giełdowego.
Jeśli nie chcesz być jednym z tych, którzy wpłacają pieniądze do funduszu inwestycyjnego, a potem modlą się o wzrosty, poświęć swój czas i pieniądze na zdobycie fachowej wiedzy, a gwarantuję Ci że jej zdobywanie będzie dla Ciebie o wiele bardziej fascynujące niż sam proces pomnażania pieniędzy. Przypominam jeszcze raz, że:Etykiety: Przekonania