wtorek, 1 lipiec 2008

Pierwsza myśl jest najlepsza

Może na początek wyjaśnię dlaczego napisałem ten post. Otóż, około 3 miesięcy temu wpadłem na pomysł stworzenia strony, na której odwiedzający mogliby dzielić się cytatami dotyczącymi inwestowania. Jakoś nie zabrałem się za jego realizację, bo uważałem że perspektywa stworzenia takiej strony jest nudna (bo przecież kto by chciał czytać cytaty).

To myślenie było całkowicie błędne. Dlaczego? Bo dzisiaj otrzymałem email od pana Piotra Michalaka, w którym promuje swój najnowszy serwis - www.cytatybiznesu.pl. Nie trudno się domyśleć jaką miałem minę, gdy przeczytałem tą wiadomość (co tu dużo mówić, poczułem się jak ostatni głupek). Ktoś kiedyś powiedział, że jeżeli wpadnie się na jakiś pomysł, to prędzej czy później ktoś inny wpadnie na coś podobnego albo nawet takiego samego. Jak widać nie musiałem długo czekać, żeby przekonać się o prawdziwości tych słów.

Z tego postu wynika jedno przesłanie:

NIE MA DOBRYCH I ZłYCH POMYSłÓW. SĄ TYLKO TAKIE, KTÓRE TY UWAŻASZ ZA WARTOŚCIOWE.

Jeśli więc kiedykolwiek wpadniesz na jakikolwiek pomysł, realizuj go - obojętnie co będą podpowiadać Ci wewnętrzne głosy (mnie one zgubiły, a może raczej moje skłonności do lenistwa zadziałały przeciwko mnie). Niekoniecznie każda koncepcja od razu "wypali", ale zawsze zdobędziesz doświadczenie i nowe umiejętności, które same niestety nie przychodzą do człowieka.

Etykiety:

czwartek, 26 czerwiec 2008

Własne centrum rozwoju osobistego

Żyjemy w czasach, w których największym dobrem jest informacja. Ludzie, którzy posiadają najlepszy dostęp do niej, odnoszą sukcesy. Jednak wraz ze zwiększającą się ilością danych do przyswojenia, każdy z nas musi efektywnie gospodarować czasem, którego nikt nie posiada w nadmiarze. Niestety, takie są realia i nie ma znaczenia na jakim etapie życia znajdujemy się, zawsze każdy narzeka na brak czasu. Myślę, że Ty, nie jesteś wyjątkiem w tym względzie (jeśli jesteś, to bardzo Ci gratuluję, nie musisz dalej czytać).

Teraz trochę z innej beczki. Czy posiadasz samochód? Ile godzin w tygodniu spędzasz jeżdżąc samochodem? A może podróżujesz często autobusem lub pociągiem? zastanów się ile czasu każdego dnia potrzebujesz, żeby przemieścić się z miejsca na miejsce jakimkolwiek środkiem komunikacji. Teraz przemnóż uzyskaną liczbę godzin przez ilość dni w miesiącu, a następnie przez ilość miesięcy. Jaki jest wynik? Mi wyszło 480 godzin czyli 20 dni spędzonych non stop za kółkiem!

Do czego zmierzam. Zazwyczaj większość osób traktuje jakąkolwiek podróż jak rozrywkę. Bo przecież kierowca pasjonat wręcz uwielbia jazdę z zawrotną prędkością po autostradzie z włączoną muzyką w klimatyzowanym wnętrzu. Świetna sprawa. Jednak na taki luksus można sobie pozwolić jeżeli spędza się niewiele czasu na drodze. W innej sytuacji czas poświęcony na transport powinien być spożytkowany efektywnie.

Wiem, że to co zaraz napiszę jest w sumie dość oczywiste i banalne, ale tylko nie wiele osób stosuje się regularnie do tego zalecenia, a szkoda. Otóż, nagrałem kilka płyt CD z kursami mówców motywacyjnych, za słuchanie których zabierałem się od długiego czasu, ale jakoś nigdy nic mi z tych planów nie wychodziło. Doszedłem do wniosku, że mogę przecież słuchać tych nagrań podczas codziennej jazdy samochodem (zamiast głośno słuchać muzyki). Jeżdżę już w ten sposób 3. tydzień i podoba mi się takie działanie - oszczędzam czas, bo mogę słuchać zamiast czytać i mogę to robić podczas podróży, które i tak odbywam. Dzięki temu jestem bogatszy w wiedzę, którą mogę wykorzystać w praktyce, a samochód przekształciłem we własne centrum rozwoju osobistego.

A jak to jest u Ciebie?

Być może popełniasz podobny błąd podczas jazdy autobusem czy tramwajem. Możesz przecież korzystać z odtwarzacz MP3 lub discmana, prawda?

Czy zdajesz sobie sprawę w o ile szybszym tempie możesz osiągnąć swoje cele słuchając audiobooków w podróży?

Jeżeli nie jesteś zdecydowany/-na na taką formę edukacji, bo dalej wolisz słuchać innych nagrań dla przyjemności, to muszę Cię poinformować o specjalnej okazji w wydawnictwie Złotych Myśli.

ZM wystartowało z promocją audiobooków, które kosztują tyle samo co zwykłe ebooki. Promocja trwa bardzo KRÓTKO - od 25 czerwca (środa) do 30 czerwca (poniedziałek). Będziesz miał/-a tylko 5 dni, na zakup książek motywacyjnych w wersji audio po znacznie niższej cenie.

Nie chcę namawiać Cię na zakup czegokolwiek. Pragnę tylko podsunąć Ci działający pomysł, który możesz wykorzystać od zaraz. Tylko od Ciebie zależy czy zdecydujesz się na kroczenie drogą ludzi sukcesu (którzy dużo czytają, a Ty możesz dodatkowo zaoszczędzić swój czas dowiadując się tego samego), czy też pozostaniesz nadal tam gdzie się znajdujesz.



Pamiętaj - wystarczy zająć miejsce w kolejce sukcesu i przepychać się do przodu. To wszystko :).

Etykiety:

niedziela, 8 czerwiec 2008

Energetyczny początek dnia

Tak to już jest, że stawianie celów wymaga precyzji, działania oraz optymistycznego nastawienia. O co w tym chodzi? Ostatnio doszedłem do wniosku, że samo działanie i konkretne postawienie sobie określonych zamiarów nie zawsze wystarcza, bo czasami brakującym elementem tej układanki są pozytywne emocje wywoływane przez konkretne myśli. Takimi emocjami są zadowolenie, szczęście, nadzieja, radość itp. Bardzo często bywa, że ludzie chcący osiągnąć cokolwiek, dużo działają, ale nie udaje im się dojść do niczego nadzwyczajnego, bo nie wierzą, że może im się powieść. Zauważ, że najwięksi ludzie sukcesu w historii nie mięli pojęcia JAK dojdą do sukcesu, wiedzieli natomiast, że uda im się tego dokonać.

Z pewnością nie raz zauważyłeś, że wstając rano lewą nogą z łóżka, cały dzień się "sypał". Innym razem, Twoje zadowolenie od samego rana trwało to końca dnia i nawet dalej. Czy zastanawiałeś się kiedyś, co odpowiada za Twoje ranne samopoczucie, które de facto posiada bardzo dużą siłę sprawczą? Jeśli nigdy tego nie robiłeś, ułatwię Ci zadanie. Tym co odpowiada za odczuwane emocje są Twoje myśli. Nie namawiam nikogo do kontrolowania swoich myśli, bo jest to niewykonalne, natomiast należy nauczyć się kierować swoimi myślami zgodnie z emocjami jakie wywołują. I tak - wstając rano do pracy, szkoły czy na uczelnię, większość z nas mówi gdzieś wewnątrz siebie coś takiego: "Znowu do roboty", "Mam dość szkoły", "Kiedy skończy się ta udręka". Nie trudno się domyśleć, jak wygląda dzień osoby z takim nastawieniem :).

Istnieje całkiem łatwy sposób na zmianę myśli wywołujących wszystkie negatywne emocje, takie jak złość, frustrację, zrezygnowanie, gniew itp. Jeżeli pierwsze myśli pojawiające się w twojej głowie rankiem decydują w głównej mierze o Twoim samopoczuciu w danym dniu, to wystarczy je zmienić, aby uzyskać lepsze rezultaty (nie mówią tutaj o lekkiej poprawie nastawienia, tylko o kolosalnej transformacji).

Bardzo oklepanym zdaniem powtarzanym przez ludzi rankiem jest, np.: "Kolejny piękny dzień", "Kocham życie" lub "Co wspaniałego dzisiaj mnie spotka?". Z doświadczenia wiem, że na początku mówienie do siebie w ten sposób w myślach działa, jednak po pewnym czasie te i podobne frazesy zaczynają być wypowiadane mechanicznie i tracą na skuteczności. Niedawno odkryłem całkiem świetny "tekst", który powtarzany każdego ranka zakorzenia się w podświadomości i nigdy nie traci na swojej sile. Mam na myśli następujące zdanie: "Pozostał mi jeden dzień mniej do realizacji mojego celu :)".

Cała tajemnica tkwi w zrozumieniu, gdzie tak naprawdę znajduje się różnica pomiędzy przytoczonymi przykładami. Zauważ, że pierwsze trzy zdania są opiniami, natomiast ostatnie jest faktem. Jeżeli działasz i dążysz do celu to stwierdzenie, że z każdym dniem jesteś coraz bliżej osiągnięcia swojego postanowienia, będzie napawać Cię dużą radością (i będzie prawdą, a nie czymś w co musisz wierzyć, żeby czuć się dobrze). Jeżeli nawet nie wiesz kiedy dany cel ma się ziścić (tak jest ze związkami - nie wiadomo przecież kiedy znajdziesz partnera lub partnerkę), to wiesz, że kiedyś w przyszłości taki moment nastąpi, czyli i tak z każdym dniem zbliżasz się do osiągnięcia szczęścia. Łatwe, proste i przyjemne. Nie ukrywam, że umiejętność "mówienia do siebie" rankami (lub bardziej myślenia do siebie) należy poćwiczyć, żeby zacząć żyć szczęśliwiej, bo przecież "można być szczęśliwym człowiekiem zupełnie bez powodu", prawda?

Etykiety:

sobota, 7 czerwiec 2008

"Wolność finansowa to mit"

Skąd nagle taki pomysł? Muszę przyznać, że sam się zdziwiłem tytułem tego artykułu, ponieważ podważa on coś co zostało osiągnięte przez wielu ludzi. I nie mam tutaj na myśli tylko pewnego "amerykańskiego biznesmana" - Roberta Kiyosaki (bo pewnie o niego chodzi autorowi). Myślę, że wiele osób uważa, że coś co można zrobić w Stanach jest niemożliwe do zrealizowania gdzie indziej. Błąd! Takie myślenie doprowadza do mentalnego lenistwa. Racją jest, że w Stanach przepisy są o wiele bardziej sprzyjające inwestorom i biznesmanom, natomiast w Polsce bariery są trudniejsze do pokonania. Prawda jest taka, że w Polsce można zrobić wszystko to, co robi się w Stanach, tylko najzwyczajniej trzeba w to włożyć więcej pracy. To, że osiągnięcie wolności finansowej jest trudniejsze u nas niż w USA, nie oznacza wcale, że jest niemożliwe. Żywym przykładem człowieka, któremu się powiodło w tej dziedzinie jest Kamil Cebulski. Mam nadzieję, że jego sukces jest wystarczającym dowodem dla wszystkich niedowiarków, którzy być może są zbyt rozleniwieni i szukają raczej powodu pozostania w wyścigu szczurów niż sposobu wydostania się z niego.

PS. Jeżeli czytasz ten post, a nie wiesz czym jest wolność finansowa, to już wyjaśniam. Z wolnością finansową mamy do czynienia jeżeli przychód pasywny (czyli taki, który uzyskuje się nie pracując na niego), zrównuje się z kosztami życia i zaczyna je przewyższać. Tak naprawdę wystarczy napisać książkę, która będzie się sprzedawać w dużych nakładach, żeby posmakować wolności finansowej.

Etykiety:

poniedziałek, 26 maj 2008

Różne oblicza inteligencji

W książce "Mądre, bogate dziecko" Robert Kiyosaki wymienia kilka rodzajów inteligencji, a wśród nich inteligencję finansową, której nie kształtuje się w szkołach. Po niedawnej modzie panującej na rozwój finansowego IQ pozostało już tylko echo. Wielu amatorów finansowej wolności "przeminęło z wiatrem", ponieważ rzeczywistość ich najprawdopodobniej przerosła. Zgodnie z powiedzeniem Kiyosaki'ego - "Im większa jest Twoja finansowa inteligencja, tym mniej pieniędzy potrzebujesz, aby robić pieniądze" - widać jak bardzo ważne jest gromadzenie wiedzy i umiejętności z dziedziny finansów. Jednak okazuje się, że nie tylko finansowe IQ jest najważniejsze.

Być prawnikiem i księgowym w jednej osobie

Żyjemy w czasach, w których największe dobro stanowi informacja oraz ludzie, którzy mają do niej dostęp. Z tego powodu bardzo ważne jest posiadanie kompetentnych doradców, np.: księgowych, prawników, doradców podatkowych itd. Są jednak sytuacje, w których skorzystanie z wiedzy wspomnianych osób nie zawsze jest możliwe. Najprostszym przykładem może być wizyta w Urzędzie Skarbowym czy policyjna kontrola kierowców. Przecież nikt nie będzie konsultował się z prawnikiem w sprawie słuszności otrzymanego mandatu, czy z doradcą podatkowym w sprawie poprawności wypełnionego zeznania PIT. W takich momentach niestety każdy musi liczyć tylko na siebie, co więcej....w interesie każdego z nas leży posiadanie życiowo przydatnej wiedzy i umiejętności. Cóż to za wiedza?

Z moich obserwacji wynika, że najprzydatniejszymi dziedzinami wiedzy w obecnych czasach są rachunkowość oraz prawo. Niestety nie należą one do najprzyjemniejszych, a za brak podstaw z tych zakresów można bardzo szybko zapłacić i to dosłownie. Przytoczę najprostszy przykład jakim jest mandat za przekroczenie prędkości. Otóż, kodeks drogowy przewiduje odmienie punktowane i "wyceniane" progi przekroczenia szybkości. Znajomy powiedział mi kiedyś, że za jazdę z szybkością 60 km/h w obszarze zabudowanym, drogówka ukarało go 4 punktami karnymi i mandatem w wysokości 100 zł. Wystarczy zajrzeć do załączników Kodeksu Drogowego, aby przekonać się, że za takie wykroczenie należy się maksymalnie 50 zł i 1 punkt karny! Gdyby ten znajomy znał prawo drogowe nie dałby się wpuścić w aż takie maliny, prawda? Nie wspominam już nawet o rzeszy osób nie potrafiących wypełnić zaznania podatkowego PIT, co z kolei dowodzi bardzo niskiego poziomu inteligencji finansowej. Na taki osobach zarabiają biura rachunkowe, a wystarczy przecież znajomość elementarnej wiedzy, żeby zaoszczędzić od 50 zł do 100 zł w zależności od biura.

Niezbędnik człowieka współczesnego

Inteligencja prawna i finansowa powinna stanowić pewnego rodzaju podręczny niezbędnik każdego z nas, to leży w naszym interesie i nikt poza nami samymi o to nie zadba. Nauka prawa i rachunkowości wbrew pozorom nie jest kolosalnie trudna, natomiast wymaga sporo czasu pamięciowego przyswajania wiedzy (głównie prawo). Od czego wobec tego zacząć podnoszenie swoich kwalifikacji? Proponuję następującą kolejność:

Prawo konstytucyjne -> Prawo cywilne -> (Prawo drogowe) -> Prawo papierów wartościowych -> Prawo nieruchomości -> Prawo biznesowe, które w polskim prawodawstwie nosi nazwę Prawa gospodarczego i jest zdecydowanie bardziej rozbudowane w stosunku do poprzedników.

Taka kolejność jest najbardziej optymalna, gdyż znajomość, np. Kodeksu Cywilnego, Konstytucji czy ustawy o Księgach Wieczystych i Hipotece przydaje się podczas nauki prawa papierów wartościowych, nieruchomości i prawa gospodarczego. Jeśli chodzi o rachunkowość to na pewno należy się zapoznać z ustawą o rachunkowości oraz zapisać się na jakikolwiek kurs rachunkowości czy studia podyplomowe w tym zakresie. Droga nie jest łatwa, ale satysfakcja bardzo duża :).

Czas opanowania tej wiedzy zależy od osobistego zaangażowania i wytrwałości. Nawet gdyby nauka miała zająć kilka lat to myślę, że warto podjąć wyzwanie, aby przez kilkanaście lub kilkadziesiąt lat życia cieszyć się wolnością finansową oraz prawną i "NIE dać sobie w kaszę dmuchać". Wszystkim dążącym do uczynienia swojego życia szczęśliwszym i lepszym życzę powodzenia.

Etykiety:

wtorek, 13 maj 2008

Wiek i dojrzałość to nie synonimy!

Nie cierpię jak ludzie w podeszłym wieku mówią, że to ich należy słuchać, bo posiadają wieloletnie doświadczenie, a każdą młodszą od siebie osobę traktują jak smarkacza. Poprzez takie zachowanie to właśnie oni zachowują się jak smarkacze. Nie mam zamiaru nikogo w tym artykule obrażać, ale chciałbym skupić się na bardzo ważnej kwestii związanej z dojrzałością, która jest niezwykle ważna w inwestowaniu.

Przyjęło się mówić, że osoby w kwiecie wieku, czy w podeszłym wieku są dorosłe, dojrzałe itp. Natomiast ludzi młodych powyżej 18 lat traktuje się jak dzieci. Faktem jest, że gorące 18-stki zachowują się często niedojrzale i nieodpowiedzialnie, ale nie wszyscy. Są osoby będące o wiele bardziej dorosłe niż ludzie w wieku 40 lat, którzy zachowują się w rzeczywistości jak dzieci w przedszkolu, a nawet gorzej.

Dojrzałości, czy też dorosłości nie mierzy się ilością przeżytych lat tylko zachowaniem w pewnych ekstremalnych sytuacjach. Przykładem takiej sytuacji może być druzgocąca porażka finansowa. Zazwyczaj ludzie dorośli w takich momentach obarczają winą wszystkich tylko nie siebie, zachowując się jak rozwydrzone dzieciaczki, którym zabrano lizak i teraz muszą znaleźć sobie kozła ofiarnego. Dojrzały człowiek, mimo że wiek wcale nie musiałby na dojrzałość wskazywać, wziąłby w takiej chwili głęboki oddech, powiedziałby że jego życie znajduje się w jego rękach i to on jest odpowiedzialny za swoje sukcesy i porażki. Następnie zastanowiłby się nad przyczyną popełnionego błędu, wyciągnąłby z niego wnioski na przyszłość i w rezultacie przekułby swoją porażkę w sukces.

Innym przykładem niedojrzałości jest wymyślanie ciągłych wymówek. Bardzo często słyszy się o ludziach, chcących przejść na dietę mówiących, że zaczną odchudzanie od jutra. Jeszcze częściej każdy dorosły człowiek używa następujących stwierdzeń: "Nie mam czasu", "Nie mam pieniędzy, żeby na przykład zacząć inwestować", "Po pracy jestem bardzo zmęczony, jak mam zajmować się czymś innym" i tak dalej, i tak dalej. Człowiek wymyśla codziennie tysiące wymówek, aby usprawiedliwić się sam przed sobą - to nie jest dorosłe zachowanie.

Pełne zrozumienie kwestii dojrzałości stanowi priorytet, jeśli chodzi o inwestowanie i proces dochodzenia do bogactwa czy osiągania jakiegokolwiek innego celu. Wymówki przez nas wypowiadane są tak naprawdę kłamstwami, które nie muszą się ziścić w przyszłości, należy jedynie nie dopuścić do tego, aby te kłamstwa stały się prawdą. Większość ludzi niestety traktuje swoje wymówki jako prawdę i tak też w rezultacie wygląda ich przyszłość, która jest wypełniona samymi bzdurnymi przekonaniami. Ludzie chcą wierzyć w te niedorzeczności, bo jest im to na rękę, tak jest wygodniej, nie trzeba się wysilać. Wymówki nie mobilizują do działania, tylko rozleniwiają umysł. Robert Kiyosaki pisze w swoich książkach, że bogaty ojciec zabronił wypowiadać jemu oraz swojemu synowi słów "Nie stać mnie na to". W wielu przypadkach słowa te stwierdzają rzeczywistość, są prawdą, bo ludzie naprawdę mogą nie mieć pieniędzy. I co z tego, że nie mają. Moim zdaniem nadal nie chcą mieć, ponieważ rozleniwiają swój umysł mówiąc, że ich nie mają. Lepszym rozwiązaniem byłoby zastanowienie się, w jaki sposób można byłoby sobie na dane dobro pozwolić, a wtedy umysł zaczyna pracować i być kreatywny. Nawet nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, do jakiego stopnia Twój umysł może być kreatywny, jeśli chodzi o finanse, dlatego wykorzystaj go na swoją korzyść, a nie przeciwko sobie.

Jeśli w przyszłości chcesz być postrzegany jako osoba dojrzała i odpowiedzialna musisz zacząć panować nad wymówkami. Zamiast wymyślać tysiące powodów, dla których nie warto się starać, warto zastanowić się, dlaczego warto byłoby się postarać. To dziwne, że najpotężniejszym narzędziem jest ludzki umysł, a tylko 1% ludzi zdaje sobie z tego w pełni sprawę. Pozostała część wykorzystuje swoją szarą masę po to, aby znęcać się nad sobą.

Etykiety:

Co wspólnego ma "pakowanie" na siłowni z bogaceniem się?

Zarówno rzeźbienie ciała jak i dochodzenie do bogactwa stanowią pewne cele, do których wiele osób nieustannie dąży. Ci ludzie, którzy już osiągnęli jeden z tych celów, przyznają mi rację, że te dwie z pozoru odrębne drogi osiągania sukcesu mają ze sobą wiele wspólnego.

Dawno, dawno temu (byłem jeszcze w podstawówce) chciałem zająć się ćwiczeniami siłowymi po to, żeby w przyszłości nie wyglądać ani jak chudzielec, ani tym bardziej jak pulchny grubasek tylko móc być zadowolonym ze swojego ciała. Początki były dość trudne, ponieważ kilkukrotnie zaczynałem ćwiczenia, ale z powodu braku dostatecznej motywacji cały mój wysiłek spełzał na niczym. Zabierałem się do osiągnięcia tego, co chciałem aż trzy razy. Za pierwszym razem udało mi się wytrwać w swoich postanowieniach około jednego miesiąca. Drugi raz był o wiele bardziej udany - niecałe dwa miesiące, natomiast za ostatnim razem wytrwałem trzy miesiące, po czym zrezygnowałem na dość długi czas ze swoich marzeń. Aż pewnego wieczoru, siedząc przed telewizorem wymyśliłem sobie dostateczny powód, który miałby mnie motywować (nie zdradzę, jaki to powód). Powód ten okazał się dostatecznie mocny, abym mógł wytrwać w swoich zamiarach do dzisiaj. Najtrudniejszy był pierwszy rok, po którym wszystko zaczęło iść jak z płatka. W rezultacie dalsze ćwiczenia nie były już uzależnione od pierwotnego motywu, ponieważ zdążyłem przyzwyczaić się do tego, co do dzisiaj robię, do tego stopnia, że nie wyobrażam już sobie życia bez ćwiczeń fizycznych. Podsumowując tą historię, nie zastawiałem się, w jaki sposób mogłem dokonać tego, co chciałem, po prostu wiedziałem, że jeśli nie wykorzystam szansy teraz, to mogę nie mieć już nigdy okazji w przyszłości. Mój powód był dostatecznie silny, żeby trwale mnie motywować przez pierwszy, najtrudniejszy rok treningów.

Nie bez powodu przedstawiłem tutaj swoją osobistą historię. Zrobiłem to po to, aby ukazać, że osiąganie celu nie jest związane z rodzajem działania, tylko z odpowiednią motywacją w postaci silnych powodów. Bogacenie się, zatem niczym nie odróżnia się od wspomnianego "pakowania". Zbyt wielu ludzi chce się szybko wzbogacić, dlatego często pytają, co mogą w tym celu zrobić. Posiadają nadwyżki gotówki i myślą, że istnieje magiczna różdżka za dotknięciem, której staną się bogaci. To jest mit, bzdura, nie istnieje szybki sposób trwałego wzbogacenia się, o czym zdecydowana większość nie ma pojęcia.

Celem tego artykułu jest zmiana przekonań wszystkich, którzy ten artykuł czytają teraz oraz przeczytają w przyszłości. Chcę uzmysłowić, że zarówno powodzenie "pakowania" jak i bogacenia się jest uzależnione tylko od silnego powodu, dla którego dąży się do danego celu. Na samy początku tej drogi, nie ma znaczenia, co trzeba robić, żeby zrealizować swoje marzenia, zamiast tego ogromnie ważne jest zadanie sobie pytania, dlaczego chce się dany cel zrealizować. Jednym słowem, nie ważne jest jak tylko dlaczego, coś chce się zrobić.

Jeżeli należysz do grona osób, które lubią twierdzić, że coś jest niemożliwe, że czegoś nie da się zrobić, to znaczy, że nie posiadasz dostatecznie silnego dlaczego, żeby móc pozwolić sobie na realizację celu. Gdybyś miał wystarczająco silny powód, nie zastanawiałbyś się nad środkami - nie miałyby one dla Ciebie żadnego znaczenia, ponieważ za wszelką cenę dążyłbyś do tego, co sobie założyłeś.

Z mojej historii wynika, że jeśli nie znalazłbym dobrego powodu, nigdy nie osiągnąłbym tego, co zamierzyłem. Wyrzucałbym sobie do dzisiaj, że mogłem coś zrobić, ale mi się nie chciało, a tak naprawdę podświadomie żałowałbym, że nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego narzędzia motywacyjnego. Na koniec wszystkim tym, którzy chcą coś zmienić w swoim życiu, polecam krótkie przemyślenia nad wyszukaniem silnego powodu, który właściwie ukierunkuje dalsze działania i pozwoli wytrwać do samego końca.

Etykiety:

Właściwy czas, właściwe miejsce...

Założę się, że każdy człowiek przynajmniej raz w życiu znajduje się w sytuacji, kiedy dąży do sukcesu wraz z innymi ludźmi i nagle komuś z tego grona udaje się osiągnąć wyznaczony cel. Najczęściej pozostali mówią wtedy, że taka osoba miała szczęście, że trafiła na dobrą okazję, która pozwoliła jej dojść do tego, do czego dążyła. W takich momentach odczuwalna jest ciężka atmosfera zazdrości pozostałych, którzy najczęściej nie stronią od podsumowań w rodzaju: „Każdy głupi ma zawsze szczęście” albo „Trafiło się ślepej kurze ziarno”. Te uszczypliwości służą jedynie zagłuszaniu własnego rozczarowania oraz potwierdzają marne, w danej dziedzinie, umiejętności tych, którzy takie sądy wygłaszają. O wiele rozsądniejsze byłoby stwierdzenie, że dana osoba „posiadała odpowiednią wiedzę i zdolności, potrzebne, aby efektywnie wykorzystać nadarzającą się sposobność”.

Być może podjąłem nieco dziwny temat, który chcę omówić w kontekście inwestowania, ale wydaje mi się, że bardzo przybiera on na aktualności właśnie teraz, kiedy rynek akcji znajduje się dokładnie na przeciwnym biegunie w stosunku do rynku towarowego.

Każdy inwestor mający styczność z analizą techniczną wie o istnieniu cykli. Jedni traktują tą wiedzę z przymrużeniem oka, a inni całkiem serio. Ci pierwsi zazwyczaj twierdzą, że na giełdach pewne ruchy się powtarzają, ale nigdy w życiu nie uzależnialiby swojej przyszłości od wiarygodności tych informacji. Do pewnego stopnia mają rację, gdyż cykle nie służą do podejmowania konkretnych decyzji inwestycyjnych, lecz jedynie do uniknięcia „wpadki”, wynikającej z przebywania na niewłaściwym rynku w niewłaściwym czasie. Całkowita ignorancja istnienia powtarzających się ruchów cen może się okazać niezwykle kosztowna, z czym mamy obecnie do czynienia.

Obserwując cykle różnych rynków, można zauważyć pewne prawidłowości. Najbardziej powszechna jest wiedza na temat przeciwnej korelacji rynku towarowego i papierów wartościowych. Analizując wieloletnie wykresy można zauważyć, że ceny złota są najwyższe w momencie pojawiania się poważnych perturbacji na rynkach akcyjnych i odwrotnie, akcje świętują chwałę, gdy na rynku towarowym panuje bessa. Kulminacja kupna na jednym z rynków zazwyczaj zwiastuje zbliżające się zmiany na innych rynkach. Robert Kiyosaki w jednej ze swoich książek napisał o istnieniu cyklu 20-10-5 istnienie, którego jest negowane przez profesjonalistów, jednak jak się okazuje, historia mówi w tym względzie, co innego.

W roku 1980 złoto osiągnęło rekordowy poziom cenowy, mianowicie ponad 800 dolarów za uncję. Był to szczyt świetności rynku towarowego, który w kolejnych latach notował bardzo niski poziom w porównaniu z opisywanym rekordem – cena złota oscylowała na poziomie 275 dolarów za uncję. W tym czasie do roku 2000 rynki papierów wartościowych rozwijały się bardzo dynamicznie, napędzając coraz większą hossę, podczas gdy rynek towarowy mocno zniżkował. Rok 2000 był czasem, kiedy indeksy giełd amerykańskich zdobywały kolejne szczyty, a rok później nastąpiło potężne załamanie. Od roku 2000 role się ponownie odwróciły – notowania indeksów akcyjnych znajdują się na niskich poziomach w porównaniu z czasami świetności, a złoto na powrót zdobywa swoje historyczne szczyty i dąży do ich pobicia.

Zgodnie z cyklem przedstawionym przez Kiyosaki’ego co 5 lat następuje poważny krach na rynkach akcji, czego przykładem są spadki notowań w związku z atakami z 11 września 2001 oraz obecna sytuacja, w której się znajdujemy (proszę zauważyć, że od 2001 roku minęło około 5 lat!). Patrząc obiektywnie łatwo można dojść do wniosku, że jeśli akcje znajdowały się w swojej szczytowej formie w latach 1980-2000, oznacza to, że 20 letni cykl dobiegł końca, a teraz rynki papierów wartościowych znajdują się w 10 letnim okresie niskich notowań. Przyjmując, że zawirowania z przełomu wieków trwały na różnych rynkach w latach 2000-2003, to dziesięcioletni okres świetności rynku towarowego powinien skończyć się około roku 2013. Znaczyłoby to, że rok 2007 jest dokładnie połową 10 letniego cyklu towarowego, w którym nastąpiły poważne problemy takie jak kryzys na rynku kredytów hipotecznych oraz wyprzedaż związana ze słabością dolara. Słuszność tych poglądów zdaje się potwierdzać notująca historyczne rekordy ropa naftowa oraz bardzo drogie złoto. Znajdujemy się, zatem w momencie dokładnej antybiegunowości towarów i akcji.

Zaistniała sytuacja daje powody do dużego optymizmu, ponieważ zgodnie z wcześniejszymi rozważaniami złoto w najbliższych latach powinno zacząć zniżkować, a ceny akcji będą powoli piąć się w górę, po czym nastąpi naprawdę potężny krach i rynek papierów wartościowych na powrót wróci do łask. Obecnie znajdujemy się dokładnie w dołku rynków akcji w połowie 10 letniego cyklu towarów.

W Internecie zaroiło się ostatnio od artykułów opisujących straty inwestorów, „lizanie ran” i zastanawianie się nad odrabianiem strat po ostatnich spadkach. Jak na dłoni widać, że historia się powtarza, zarówno w przypadku ludzkich zachować jak i notowań rynkowych. Gdyby ci ludzie analizowali dane historyczne, wiedzieliby, kiedy może nastąpić poważniejsze załamanie i zawczasu wycofaliby się z gry lub zmienili strategię pozwalającą zarabiać na spadkach. Historia rynków się powtarza, dlatego że ludzkie zachowania się nie zmieniają.

I znowu można przeczytać o bezpiecznych inwestycjach w złoto, które wydaje się być naprawdę dobrą alternatywą...., ale jeśli niedoświadczony inwestor amator da się złapać na haczyk i zainwestuje wszystkie swoje fundusze w złoto w celu szybkiego odkucia się, będzie musiał czekać przeszło 20 lat, żeby odrobić długoterminowe straty! Tak naprawdę towary przestają być obecnie dobrymi alternatywami, gdyż znajdują się u progu wyczerpania popytu, natomiast akcje notują cyklowy dołek, przez co stają się naprawdę łakomym kąskiem, pod warunkiem, że się wie, co się robi i posiada wiedzę pozwalającą wycofać się w odpowiednim momencie lub zmienić strategię inwestycyjną.

Obraz panicznej wyprzedaży wykreowany przez społeczność inwestorów amatorów wydaje być się nie do końca prawidłowy. Jestem święcie przekonany, że w ostatnim czasie pojawiły się osoby, które posiadały umiejętności pozwalające im wykorzystać nadarzająca się okazję. Pewnie spotkały się one ze strony znajomych, którzy stracili, z komentarzami o ślepej kurze oraz o co drugim głupim mającym szczęście. Tak naprawdę głupimi okazują się osoby, które swoim zachowaniem sygnalizują, że „pozjadały wszystkie rozumy”, a w rzeczywistości musiały zapłacić dość wysoką cenę za swoje zarozumialstwo.

Często można się zetknąć z komentarzami w stylu: „Po co mam się zajmować giełdą jeśli nie mam pieniędzy, którymi mógłbym obracać” albo „Nie muszę uczyć się analizy technicznej, gdyż na razie zarabiam na wzrostach, a co będzie potem, zobaczymy”. Co się jednak stanie, gdy nagle takie osoby odnotują przypływ gotów, którą będą chcieli pomnożyć, a z powodu swojego lenistwa oraz z braku wiedzy poniosą porażkę, bo zainwestują nie wtedy, kiedy będzie trzeba? Będą zwalać na rynek, rodzinę, maklera, doradców i kogo tylko, zamiast na siebie, ponadto nie wyniosą z tej porażki żadnej nauki i dalej będą określać ludzi, którzy byli przygotowani, mianem głupich, którym się poszczęściło.

Etykiety:

Czy inwestowanie jest ryzykowne?

Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Pytając ludzi czy twierdzą, że inwestowanie jest ryzykowne możemy usłyszeć tyle odpowiedzi ilu jest pytanych: ludzie, którzy dorobili się na nieruchomościach czy na giełdzie powiedzą, że inwestowanie jest świetne, ci którzy stracili, bo kupili akcje w złym czasie będą lamentować i trzymać się z dala od inwestowania w przyszłości, będą też tacy którzy wolą nawet nie myśleć o inwestowaniu bojąc się o własny kapitał, tacy ludzie są zwolennikami bezpiecznego lokowania finansów w banku. Słuchając tych trzech grup osób można dostać zawrotów głowy i dezorientacji, dlatego w tym artykule wyjaśnię skąd bierze się frustracja i rozpacz przegranych, a skąd euforia zwycięzców.

Zanim przystąpię do omawiania głównego tematu, należałoby wyjaśnić kim jest przegrany, a kim zwycięzca. W swoim życiu spotkałem niejednego przegranego, pozwoliło mi to przypisać jedną wspólną cechę tym ludziom: przegrani łatwo się poddają, uważają że błędy i upadki są złe, dlatego najzwyczajniej ich unikają tracąc przez to okazję na zwycięstwo. Inną cechą charakteryzują się zwycięzcy: porażki i błędy stają się ich paliwem do dalszego działania, są motorem napędowym ich życia. Ludzie sukcesu potrafią wyciągać wnioski z porażek, które inspirują ich do dalszego działania. Dobrym przykładem jest nauka języka obcego. Pewna osoba w mojej klasie w liceum początkowo prezentowała się dosyć słabo na tle klasy jeśli chodzi o umiejętności językowe. W I klasie dostawała ze sprawdzianów i kartkówek same trójki, czwórka była oceną, o której wówczas marzyła. Od otrzymywania czwórek dzieliło tą osobę jedynie pół punktu - zawsze, dosłownie każda praca pisemna była oceniana na 3+. Było to nie do zniesienia dla tej osoby, dlatego uczyła się coraz więcej i więcej, pracowała nad swoimi umiejętnościami językowymi, które do połowy II klasy nijak przekładały się na wyniki. Osoba ta doznawała niejednokrotnie rozczarowań, bo uczyła się naprawdę dużo a mimo to dalej uzyskiwała 3+ i dalej się uczyła. Aż tu nagle nadszedł drugi semestr II klasy i niespodziewanie zaczęły z każdej strony "sypać" się czwórki, bardzo mocne czwórki. Ciężka praca nareszcie przyniosła efekty, które w rezultacie przełożyły się na jeszcze lepsze oceny i ukończenie liceum z piątką. Pewnie teraz zapytasz "Czy powodem sukcesu tej osoby była jej determinacja?" Po części tak, ponieważ wyznaczyła sobie cel, który pragnęła zrealizować ponad wszystko. Jednak nie osiągnęłaby go gdyby nie potrafiła wyciągać wniosków z porażek. Muszę dodać, że osoba ta była dociekliwa, zawsze chciała aby nauczyciel wskazał jej miejsca popełnionych błędów co pozwalało jej na unikanie tych błędów w przyszłości. W tym miejscu już można znaleźć odpowiedź na pytanie zawarte w tytule: przegrani, czyli wszyscy Ci którzy stracili np. inwestując w akcje, nie byliby nimi gdyby pierwsza porażka zainspirowała ich do działania, do pogłębienia wiedzy na temat metod inwestycyjnych. Zamiast tego ci ludzie dali za wygraną pozwalając swoim pieniądzom na zawsze odejść do innego właściciela (w przyrodzie nic nie ginie, zmienia jedynie właściciela, tak również jest z pieniędzmi). Nie pogłębiali wiedzy, co więcej, w ogóle jej nie zdobyli. Czy ktokolwiek zabierałby się za otwieranie własnej firmy gdyby nie wiedział jak? Raczej nie, a gdyby nawet spróbował i wytrwał do końca, musiałby uczyć się na własnych błędach, które mogłyby okazać się bardzo kosztowne. Przeciętni ludzie uważają, że inwestowanie jest ryzykowne, bo nie wiedzą jak inwestować. Człowiek posiadający wiedzę na temat rynków finansowych lub innych pól inwestycyjnych jest w pełni świadomy swojej sytuacji, wie z czym się mogą wiązać potencjalne decyzje i wie jakie korzyści może osiągnąć dzięki prawu kraju w jakim mieszka. Inwestowanie nie jest ryzykowne, brak wiedzy i umiejętności inwestycyjnych jest ryzykowny!!!. Brak wiedzy powoduje, że ludzie chcący ominąć potencjalne ryzyko wybierają w swoim mniemaniu "bezpieczne" formy pomnażania pieniędzy, które w rzeczywistości są najbardziej ryzykowne ze wszystkich. Skutkiem wiedzowej ignorancji jest płacz i zgrzytanie zębów, które nieustannie powtarzają się w przypadku bessy lub krachu giełdowego.

Jeśli nie chcesz być jednym z tych, którzy wpłacają pieniądze do funduszu inwestycyjnego, a potem modlą się o wzrosty, poświęć swój czas i pieniądze na zdobycie fachowej wiedzy, a gwarantuję Ci że jej zdobywanie będzie dla Ciebie o wiele bardziej fascynujące niż sam proces pomnażania pieniędzy. Przypominam jeszcze raz, że:

INWESTOWANIE NIE JEST RYZYKOWNE TO BRAK ODPOWIEDNIEJ WIEDZY JEST RYZYKOWNY.

Etykiety: